Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2014

"truth unfold !"

Może, jak tu napiszę, że powracam do biegania, to do niego faktycznie powrócę :D jak nie mogłam to tak bardzo chciałam wieczorami wyjść na chociażby krótki bieg, a teraz kiedy wszystkie znaki na niebie (ostatnio przecież śnieg padał podczas biegu nooo!) i ziemi mówią, że powinnam trenować - ja tego nie robię ;( 


Normalnie wstyd mi takie rzeczy pisać! Ale to tylko chwilowa niemoc mam nadzieję. W tym roku Mały Mikołaj (ahhahahahahah! Prawdziwy Święty Mikołaj jest u mnie w Wigilię ;) ) przyniósł mi przede wszystkim duuużo dobrej energii i sił do walki o lepsze jutro.







Zatem: od poniedziałkowego wieczoru BIEGAAAM ! :)


i nie ma, że zimno - wystarczy się odpowiednio ubrać
i nie ma, że się nie chce - wystarczy pomyśleć o tej pobiegowej euforii i kondycji na wiosnę
i nie ma, że brak czasu - wystarczy dobra organizacja i można wszystko!



DO DZIEEEEEŁA !  !  !   :)




A przecież każdy chce mieć dobry humor! Ja znam dobry sposób, by być wiecznie uśmiechniętą - sport, nie tylko bieganie, wystarczy jaka…

"it's the character that defines the success"

Czas uzupełnić moje biegowe zmagania :D co prawda trochę się obijam, wiem o tym.. ale w domu nadal nie próżnuję, jakikolwiek trening musi być! ;P




Trening 21.11, jak widać nie jest źle, nic nie boli, powoli pracuję nad formą, tempo 5:35 - nie ma co narzekać, tylko ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć! A będzie coraz lepiej :D





Trening 24.11. A tutaj to mi się bardzo podobało :D zwłaszcza, że miałam niezłą motywację. Jakiś chłopak patrząc na mnie z niedowierzaniem spytał: "Ty chcesz biec w tempie 5:30?!" . A ja mu na to, że owszem, że to żaden problem. No i tak sobie biegliśmy - on z tyłu gdzieś tam. ON Z TYŁU, NIE JA! Zresztą nawet jeśli by mnie coś bolało i tak bym biegła i tak bym się nie zatrzymała - nie mogłam, przecież zadeklarowałam jasno i wyraźnie, że tempo 5:30 to dla mnie nic takiego! (a mogłam się w język ugryźć :D ) Na szczęście biegło mi się bardzo dobrze - widać efekty moich treningów wzmacniających - aż chce się ćwiczyć jak widać efekty. Pomijając deszcz, który zamienił się …

Would you like someone help?

Dzisiaj troszkę tak mniej sportowo. Chociaaaż nie, nadal sportowo - rękę ćwiczyć można! A to od pisania, od zgniatania kartki - bo przecież znów coś nie wyszło, zdanie brzmi nie tak jak powinno =  i jeszcze celność się poprawi od rzucania tejże kartki do kosza. A później jeszcze wyprawa na pocztę - tam dodatkowo można nauczyć się cierpliwości. Achh, widzicie ile pozytywów? :D





Także, jeśli chcecie pomóc, dysponujecie odrobiną wolnego czasu, to napiszcie kilka ciepłych słów do któregoś z mieszkańców Domu Pomocy Społecznej dla Dzieci w Niegowie, żadnych drobiazgów dołączać nie trzeba, choć jak wiadomo radość byłaby dla adresata większa, ale najważniejsze są słowa. Wierzcie mi, na pewno się ucieszą. Dla nas to tylko chwila na napisanie czegokolwiek, Oni wspominać będą o tym dość długo :) 


Wszelkie informacje dostępne są na stronie:  http://jestrobotka.blogspot.com/2014/11/suchajcie_13.html#comment-form





Pomagajmy! Ja już się biorę za pisanie, a Ty?


"one chance in life.."

BIEGACZ TO TWARDA BESTIA ! ;)






Wczoraj nie spotkałam na swojej drodze ani jednego biegacza - sezon zimowy chyba rozpoczęty..




Ojj, byłoo baardzo skromnie, niestety.. jeszcze ostatni km musiałam latać wokół mieszkania, bo źle wymierzyłam trasę, a chciałam zrobić te minimum 5km.. ;D



mam nadzieję, że przekonam się do zimna (wiem, będzie jeszcze gorzej) i w końcu zacznę znów regularnie biegać! W końcu trzeba korzystać z każdej szansy na biegowe wyjście. Poza tym jakoś odstresować się też trzeba :) coraz częściej zaczynam myśleć czy nie zacząć przygody z siłownią, a dokładniej z bieżnią. Trochę obawiam się, że biegając zimą skończę w łóżku na dłuższy czas.. ;/

A póki co - dziś kolejny bieg wieczorny przede mną! :)




Chwalę się: niebawem kolejne zawody, w których biorę udział ! - nooo przyznaję, spodobało mi się! :)

"when I run I feel invincible. I feel free"

Od ostatniego biegowego treningu minęło już trochę czasu, a wszystko przez to, że zimno na dworze skutecznie mnie odstrasza, do czasu! Trzeba się wziąć za siebie. Nie próżnuję jednak, ciągłe ćwiczenia wzmacniające zaowocują spektakularnym efektem na kolejnym bieganiu, mam nadzieję. A kolejne bieganie już w poniedziałek (no chyba że jednak wygospodaruję trochę czasu dzisiaj - kuuuuszące bardzo!) ;)

Z dietą też już jest dobrze, chociaż nie wiem, czy przy aktywności fizycznej ok. 1000 kcal to dobry pomysł. Najwyżej w Święta nadrobię braki żywieniowe :D


Ostatnim biegowym treningiem była dycha w środę ;) patrzcie, jak sobie pięknie szarżowałam, achhh, to był idealny dzień na bieganie! Pogoda odpowiednia, nastawienie też, brak kontuzji - no czego chcieć więcej? Noo dobra, niech będzie, jest jeszcze jednak taka rzecz... ;)
I przyznaję, że po tym 7kilometrze nie miałam już sił na szybszy bieg, ale chciałam mieć choć przez chwilę znów tempo poniżej 5:00min/km, więc robiłam co mogłam ii udało s…

"It's possible you can win ! " ;)

BIEGACZ TO TWARDA BESTIA !



I   KRAKOWSKI   BIEG   NIEPODLEGŁOŚCI - 09.11.2014r.








Noo to się chwalę - biegowy debiut już za mną :)  Jeszcze wieczorem przed startem się zastanawiałam, czy nie powinnam jednak zrezygnować i poczekać na bardziej korzystną okazję, w końcu jestem pokontuuzyjna, no i jednak czekał mnie samotny start :D  Rano ze mną działy się rzeczy dziwne, acz ciekawe. A to raz mówiłam, że startuję, by za chwilę zmienić zdanie i położyć się z powrotem do łóżka i na żadnym starcie się nie pojawić. Jednak mimo tego narzekania wiedziałam, że i tak pojadę, i tak stanę na starcie, i tak spróbuję pobiec - jak nie dam rady, będę szła, a co, nie wolno mi? I tak sobie jechałam autobusem i myślałam o tym, jak będzie się biegło, bo trasa nie należy jednak do łatwych. I wówczas podjęłam ostateczną decyzję i więcej już nad tą kwestią nie zamierzałam myśleć: nigdzie nie uciekam, a raczej nie uciekam do domu, lecz kieruję się w stronę mety - musi się udać, przecież tego chcę ;)
Oczywiście de…

"about this barrier that was unreachable"

BIEGACZ TO TWARDA BESTIA ! :)



Noo i pięknie! Kolejne treningi za mną. 




1.11 to był prawdziwy przełom w mojej pokontuzyjnej przygodzie - w końcu biegłam w tempie 5:00-5:15 min/km, także jest już coraz lepiej. Wraaaacam! Normalnie miałam łzy w oczach, jak biegłam i jeszcze ten uśmiech od ucha do ucha, achh ja LATAAAM ! :)
Niedzielny wieczór spędziłam też biegowo - tym razem na 5km trasie. Gdyby nie to, że podczas biegu spodnie ciągle mi spadały, mogłabym zaliczyć ten trening do udanych, no ale cóż, takie są skutki kupowania ciuchów przez internet - nie zawsze są trafione :) no i jeszcze ból piszczeli, straaaaszne to jest! Miałam ochotę położyć się na ziemi i czekać aż przejdzie, gdyby nie to że jest tak zimno to pewnie i bym leżała, a tak to musiałam zacisnąć zęby, porozciągać chwilę nogę i gdy już było ze mną odrobinę lepiej bieeegłam!

A dzisiaj przeszłam samą siebie - 15km na górskim terenie to jest nie lada wyzwanie, wierzcie mi, ale podołałam i dumna jestem z siebie jak nie wiem c…

"you have to believe that you can do something that nobody else is done" ! :)

No i nadszedł czas na jesienne przeziębienie. A wszystko przez moje wieczorne bieganie - nie wiem jak mogłam wpaść na genialny pomysł by pod koniec biegu podbiec do paczkomatu i odebrać przesyłkę i następnie wrócić do domu już pieszo. Ajj jak zimno było niemiłosiernie.. także po takim przedwczorajszym genialnym wybryku czuję się tak, jakbym dostała patelnią w głowę.  I tym samym wczoraj sobie odpuściłam, nie chcę się rozchorować bardziej. Także zostałam w domu i wzięłam się za ćwiczenia wzmacniające, a co mi :) i po 50 minutach kiedy przyszła kolej na rozciąganie byłam wniebowzięta, zapomniałam nawet o tym że jestem chora - normalnie mogłam latać :D





a tak na marginesie.. w jakim stroju biegacie gdy na dworze temperatura nie przekracza 5 stopni? Bo ja chyba jakoś nieodpowiednio się ubierałam przez tych kilka dni - innych biegaczy których mijałam mieli czapkę, szalik, rękawiczki, długie spodnie, kurtkę. Ja bym się chyba przegrzała, zwłaszcza że ja miałam na sobie bluzę i legginsy 3/4 i…

"no one is going to do this for you"

Kolejne biegowe kilometry za mną ;) 
jak ostatnio spotkałam na swej drodze jedynie rowerzystę, tak tym razem minęłam aż sześciu biegaczy, a raczej oni mnie wyprzedzili - tak to jest jak się biegnie woooolno, ale jeszcze trochę i będzie dobrze, w końcu jest już coraz lepiej ;D

tylko coś z tą smogową mgłą mogłoby się zmienić..




"The rough times are gonna come, but they have not come to stay, they have come to pass"

Mój wieeelkki COME BACK ! ;D

Po dość długiej biegowej przerwie oświadczam wszem i wobec, że wróciłam! ;) we wtorek, mimo obaw, czy aby na pewno jestem już gotowa na próbę [bo przecież noga nadal mnie pobolewała], odważyłam się i przebiegłam - dałam radę. Jakże miło było w końcu założyć sportowe rzeczy [yyy nie mówię tu o zwykłym dresie, bo w takowym to ja chodzę na co dzień po domu] i moje ukochane butki! - samo to wywołało u mnie jakże szeroki uśmiech na twarzy i już wtedy wiedziałam, że musi być dobrze. Z takim to oto pozytywnym nastawieniem wyszłam z domu, nawet pogoda dopisała - było tak chłodno jak lubię. Po biegu byłam niemiłosiernie zmęczona, ale jakże zadowolona z siebie.. I nie było tak, jak ostatnio, że idę, biegnę wolniej niż idę, idę.. i tak w kółko. Tym razem naprawdę biegłam! :) cała dycha moja i to jeszcze w niezłym tempie! Oczywiście nie obyło się bez rozgrzewki i rozciągania. Nauczona doświadczeniem nie będę zaniedbywała tych jakże istotnych elementów treningu, nawet…

Pain is temporary !

W końcu i padło na mnie ;) postanowiłam, że stworzę swój dzienniczek treningowy, tylko najpierw muszę powrócić do biegania, a powrót będzie spektakularny, o tak! Już się nie mogę doczekać.. i tak sobie coraz częściej myślę, czy przypadkiem nie skusić się na kilka biegowych kilometrów. Ale tym razem uda mi się i wytrzymam, przeczekam jeszcze tych kilka dni [mam nadzieję, że tylko kilka ich będzie, bo za długo siedzieć w domu też nie dam rady!] i już bez żadnego bólu będę mogła cieszyć się pokonywaniem trasy ;)
Póki co oczywiście nie odpoczywam od ćwiczeń zupełnie, albowiem teraz skupiam się ciągle na wzmacnianiu mięśni i rozciąganiu, ażeby uniknąć kolejnych jakże niechcianych kontuzji.
Tak swoją drogą to nadal nie wiem, co mi jest. Bolą stawy czy też mięśnie? Tak ciężko jest mi zlokalizować ból, no chyba że boli i jedno i drugie :D ale jest coraz lepiej, daję radę chodzić bez maści bądź też tabletek przeciwbólowych, a to już wieeeelkie osiągnięcie! Także wróżę sobie szybki powrót [tyl…

"And I'm better than ever"

A raczej będę lepsza :D

Powoli, ale to baaardzo powoli powracam do zdrowia, a tym samym do formy! ;) mimo że boli staram się biec, mam nadzieję, że jutro normalnie będę w stanie chodzić, a przynajmniej żeby mi się nie pogorszyło, w końcu niedługo mój BIEGOWY DEBIUT !

Dzisiaj przebyłam biegnąc/idąc ok. 8km i to na niezbyt wymagającej trasie - noo od czegoś trzeba zacząć, ważne że wciąż do przodu.

Oby tak dalej, nie poddaję się i ciągle wierzę że się uda!

"to reach the unreachable.."

... mam dość powoli, ale że to z mojej winy jest jak jest, to staram się małymi krokami coś zmienić, żeby było lepiej niż teraz, żeby było już dobrze;/ i nie e, od razu mówię, że mój obecny nastrój nie ma nic wspólnego z depresją jesienną - co to to nie, bo ja w takie rzeczy nie wierzę raczej :)


Chodzi raczej o to, że siedzę w domu, tzn. nie biegam, co najwyżej udaję. Znowu nie mogę. Tym razem czekają mnie wizyty u lekarzy i badania - chyba że nim się doczekam w kolejce ból sam ustąpi, co jest całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę polskie realia :D
Noo, strasznie jest, wszystko powoli się psuje w moim organizmie. A wszystko przez moje podejście.. jakiekolwiek rady dłuższych stażem biegaczy typu : "Ola, wiesz że trzeba się rozciągać po bieganiu" bądź też "prawidłowe odżywianie to podstawa" kwitowałam jedynie słowami: tak wiem, ale ja nie muszę, przecież nic mi nie jest, a jak Ty chcesz, to rób jak mówisz. Teraz już mam nauczkę, że jak w jakiejś dziedzinie jestem …

"Prove it to yourself ! "

Chyba jeszcze nie biegało mi się tak źle, jak wczoraj w nocy. Nie wiem co się dzieje, bo warunki były odpowiednie -  tym razem chyba nie ma na co zrzucić winy, naprawdę!

Dzielnie biegłam, zatrzymywałam się, krzyczałam że już nie chcę. Ale ostatecznie się udało - chyba dzięki dwóm sympatycznym panom, którzy kiedy przebiegałam obok  nich zaczęli liczyć 1,2,3 i 1,2,3 - dotarłam do domu na nogach - czyli nie było źle. Gdybym musiała iść na rękach, bądź też być niesiona czy też wieziona przez kogoś to mogłabym się zacząć martwić. A tak.. no cóż, każdy ma gorszy dzień - takie dni też muszą być, żebym przypadkiem nie zapomniała, że jestem człowiekiem. Człowiekiem, realizującym swoje marzenia - niczym ćma lecąca do światła z takim zapałem lecę na trening, chyba się w to wkręciłam na dobre :) i w sumie nie jest mi z tym źle. Wolę jęczeć, że boli mnie noga, ręka czy cokolwiek innego z przetrenowania bądź też przez kontuzję, niż marudzić dlatego że się przejadłam i zaraz będę wymiotować !



[Zdję…

"The war has begun and it's between you and you!"

Przypomniały mi się moje biegowe samotne początki..


Przypomniały mi się również moje biegowe już niesamotne początki... :)




Na samą myśl o tym, jak bardzo się stresowałam przed pierwszym wspólnym biegiem, mam uśmiech na twarzy. Miałam miliard obaw odnośnie do tego biegu, a to, że nie podołam, że towarzysz biegowy będzie biegł za szybko, nie dotrzymam mu kroku, odpadnę po kilometrze, nie będzie o czym rozmawiać, a jak już znajdziemy wspólny temat to nie będę w stanie nic sensownego powiedzieć - bo przecież o oddychaniu też muszę myśleć! :) Jak się okazało nie było źle, a raczej było bardzo przyjemnie! - zwłaszcza, że już na początku usłyszałam, że to dzięki mnie biegowy towarzysz zmotywował się do wyjścia z domu, a tak okropnie mu się nie chciało. Wyobrażacie sobie?! - ja, jeszcze wtedy początkująca biegaczka, mogę kogoś zmotywować! - od razu poczułam siły w nogach i wiedziałam, że nie będę narzekać, zacisnę zęby i pobiegnę. I co? Oczywiście się udało! Może tempo nie wynosiło 4 min/km,…

"So I didn't listen..."

Ciekawe jak Wam, ale mi wydaje się że już jest jesień. Wiem trochę za wcześnie na tę porę roku, ale, niestety, pogoda za oknem wskazuje, iż będzie tylko chłodniej.. Już nie jest tak, że śpię przy otwartym oknie, rano wstaję i słońce świeci mi prosto w twarz (tak, budzę się wcześniej od słońca!).



I pochwalę się, poza bieganiem powróciłam do starych treningów, może dzięki temu będę jeszcze lepszą Biegaczką, zobaczymy, póki co pozostaje mi być dobrej myśli i ćwiczyć! :)



Jedynym, dostrzegalnym na chwilę obecną plusem jest to, iż uwielbiam biegać jak jest chłodno, odzyskuję siły i mogłabym tak biec i biec.. w nieskończoność! No i nie muszę czekać do północy, kiedy będzie w miarę czym oddychać, chociaż nocne treningi i tak będą mi towarzyszyć :)



I jeszcze, jak na jesienno - zimowe wieczory przystało, mam coraz większą ochotę na świeczki zapachowe i na picie kawy siedząc pod kocem i czytając książkę (obecnie są to saaaaame kryminały :) )

Macie jakieś sprawdzone sposoby na zimowe biegowe ciuc…

"You' ve got to find what you love"

Domoowe Bieganieee! :)
Moja dieta nadal leży. Niestety. Jakoś nie miałam ostatnio sił na żywieniowe zmiany, a raczej na tworzenie jakichś wymyślnych pełnowartościowych potraw. Ale trzeba, wiem, bo Biegacze muszą się odżywiać zdrowo! A ja Biegaczem oczywiście jestem - i macham innym jak biegnę. I cieszę się jak głupia gdy zaczynam biec, później z tym uśmiechem jest różnie - gdy się porządnie zmęczę to mogę raczej wyglądać jak ryba, więc się wówczas nie fotografuję lepiej. I sprzęt również mam. Kondycję też, żeby nie było że jestem gadżeciarą, bo nie jestem i nigdy nie byłam, co spotkało się z wieeelkim aplauzem ze strony mojego portfela :D


Jak wracałam do domu to planowałam sobie urządzić triathlon (oczywiście w okrojonej wersji!), ale stroju nie spakowałam, dlatego na wodę mogłam jedynie popatrzeć z brzegu, ale co się odwlecze.. zostało mi jedynie bieganie i rower - równie przyjemnie było!

Taaak!, właśnie po takim lesie biegałam! Achh, z niecierpliwością czekam więc na kolejny weeken…

"Thinking it was possible ! ;) "

Zacznę dziś od bardzo ważnej informacji, a dokładniej przestrogi!

Jeśli biegacie nocą albo chociaż bardzo późnym wieczorem, kiedy to już tylko nieliczni wychodzą z psami na spacer lub grupki pijanych wracają z imprez (to chyba bardziej nad ranem), to przed wyjściem nie czytajcie S. Kinga ani innych horrorów. Chyba że chcecie pobić życiówkę, to jak najbardziej bezpośrednio przed bieganiem zafundujcie sobie niezła dawkę adrenaliny (film pewnie też się sprawdzi, ale nie wiem nie sprawdzałam i nie zamierzam). I jeszcze przy okazji można poćwiczyć mięśnie brzucha - przy ciągłym odwracaniu się i sprawdzaniu czy aby przypadkiem nikt się niespodziewanie nie zbliża..


Alee życiówkę można pobić też biegając podczas burzy, o zgrozo !





A teraz powoli, baaardzo powoli szykuję się do biegowego wyjścia! Ach, ta radość kiedy już jestem na schodach i za chwilę włączę muzykę i zacznę biec tak, jakby nie było świata. Tylko ja biegnąco - latająca :) ale na ziemię sprowadzają mnie niektórzy spacerujący czy …

"Just don't quit!"

Noo to dzisiaj odpoczywam! :)  tak naprawdę wcale mnie to nie cieszy, nie lubię dni bez treningu, dlatego, o ile siła wyższa mnie do tego nie zmusi, nie odpoczywam (siła wyższa tj. sesja, kontuzja, odwiedziny). Chociaż mówią, że trzeba, że przynajmniej jeden dzień w tygodniu powinien być przeznaczony na regenerację. A niech sobie mówią, jak lubią! Ja nie mogę robić przerw, nie umiem, nie chcę. Jeśli mam jakiś dzień wolny, wtedy nie mogę znaleźć dla siebie miejsca, chodzę poddenerwowana etc.  Swego czasu miałam tak, iż odpoczynek traktowałam jako pewnego rodzaju słabość, na którą nie chciałam sobie pozwolić, w związku z czym ćwiczyłam dzielnie dzień w dzień, nawet jak mnie coś bolało, ledwo stałam na nogach czy cokolwiek tam mogło mi wówczas być. Nie poddawałam się. Do czasu. Do momentu aż pewnego dnia moja noga nie zaczęła przypominać czegoś na kształt balona i bolała niemiłosiernie. W tym momencie zaczęły się eksperymenty! - masaże kostkami lodu, trzymanie nogi w lodowatej wodzie, masa…

"One day it's gonna be your day!"

Miesięczna, spowodowana kontuzją przerwa przyniosła niechciany efekt, niestety.. a teraz powrót do formy nadal trwa; od razu się chwalę, że tempo i dystans mojego wczorajszego biegu przyrównać można do tego sprzed kontuzji, noo prawie, pocieszać się jednak muszę. Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej. No i odżywianie, również w tej kwestii jest coraz lepiej - ponownie rozpoczęłam przygodę ze zdrowym odżywianiem (aczkolwiek bardzo ograniczone; dlatego może lepiej stwierdzić że po prostu jest ono zdrowsze od tego co było, a nie że ogólnie zdrowe, bo pewnie tu wiele zastrzeżeń by się znalazło)

Dzisiaj po raz pierwszy biegałam podczas burzy - od razu mówię, że nie chciałabym tego powtórzyć! Nie była to na szczęście burza z prawdziwego zdarzenia, gdzie leje i błyska się co sekundę, ale mimo wszystko grzmiało! Do tej pory udawało mi się zawsze dobiec na czas do domu, chociaż trening w deszczu również zaliczam do przyjemnych, ale jeśli dochodzą do tego błyskawice, to ja dziękuję i siedzę…

"Take head on. And life will never be the same again!"

Wiem, że niektórzy potrafią, lubią i czerpią dużo radości z biegania w największym upale. Ja niestety [póki co !] do tych szczęściarzy nie należę. Jednak muszę zmienić swoje podejście, wiem to, zwłaszcza że ostatnimi czasy chodzą [czy tam też i biegają, niech robią co chcą!] mi po głowie pomysły o maratonie lub chociaż samo bieganie po górach by mnie ucieszyło - dla samych widoków jest o co walczyć! No ale do tego trzeba mieć dobrą kondycję etc. Chęci też są ważne, a te u mnie są naprawdę duuuuże! :)

A co do optymalnych warunków do biegania to dla mnie musi być chłodno, żeby nie powiedzieć zimno! Z radością przypominam sobie lutowo-marcowe biegi.. ale już niedługo! :)
Teraz pozostaje mi czekać do (pół)nocy, kiedy to temperatura chociaż nieznacznie spadnie i będzie można pobiegać!

Alee pochwalę się - oto mój dzisiejszy trening. W pełnym słońcu szłam z tym kartonem ponad 4km, udało się - dotarłam cała i zdrowa do domu, nie wspominając oczywiście jak przy tym marudziłam :)