"It's possible you can win ! " ;)

15:37:00



BIEGACZ TO TWARDA BESTIA !




I   KRAKOWSKI   BIEG   NIEPODLEGŁOŚCI - 09.11.2014r.









Noo to się chwalę - biegowy debiut już za mną :) 
Jeszcze wieczorem przed startem się zastanawiałam, czy nie powinnam jednak zrezygnować i poczekać na bardziej korzystną okazję, w końcu jestem pokontuuzyjna, no i jednak czekał mnie samotny start :D 
Rano ze mną działy się rzeczy dziwne, acz ciekawe. A to raz mówiłam, że startuję, by za chwilę zmienić zdanie i położyć się z powrotem do łóżka i na żadnym starcie się nie pojawić. Jednak mimo tego narzekania wiedziałam, że i tak pojadę, i tak stanę na starcie, i tak spróbuję pobiec - jak nie dam rady, będę szła, a co, nie wolno mi?
I tak sobie jechałam autobusem i myślałam o tym, jak będzie się biegło, bo trasa nie należy jednak do łatwych. I wówczas podjęłam ostateczną decyzję i więcej już nad tą kwestią nie zamierzałam myśleć: nigdzie nie uciekam, a raczej nie uciekam do domu, lecz kieruję się w stronę mety - musi się udać, przecież tego chcę ;)

Oczywiście depozytu nie mogłam znaleźć, teoretycznie wiedziałam gdzie ma być, ale tylko teoretycznie :D na szczęście tym razem w tamtą stronę kierowało się wielu biegaczy, także większego problemu nie miałam, ale dzień przed przy odbiorze pakietu chodziłam w kółko z 20 min. nie wiedząc, gdzie tak naprawdę mam się udać..

Początkowo miałam biec z kolegą - pierwszy start z kimś to zawsze raźniej, przynajmniej przed rozpoczęciem biegu, kiedy to ma się z kim porozmawiać i nie myśli się o tym, co za chwilę się wydarzy. Ale wyszło jak wyszło - koledze zachciało się chorować, także zostałam sama. Nie na długo :D idąc tak sobie niepewnie, samotnie w kierunku startu jakiś biegacz zaczął ze mną rozmowę. Na szczęście nie wystraszyło go moje narzekanie i razem czekaliśmy te 40 min do startu. Ja nie wiem jak ja bym tam sama tyle czasu wytrzymała, zwariowałabym chyba! Co prawda na trasie się już nie widzieliśmy - walczył o życióweczkę, ale na mecie się odnaleźliśmy i razem już czekaliśmy na depozyt !


"A wygranym jest już ten, który staje na starcie" 

Odnośnie do trasy.. to wiedziałam, że ciężko będzie. Uświadomiono mnie, że ostatnie 5km będzie raczej drogą pod górkę, aniżeli płasko - echh kocham podbiegi przecież! <serce!> 
A po lesie, jak to po lesie.. liście, błoto - jednym słowem ślisko. Nawet zmuszeni byliśmy iść pod jedną z górek, bo ścieżka raczej przypominała wyschnięte koryto rzeki ze śliskimi liśćmi i błotem, gdzie łatwiej zjechać w dół niż się tam wdrapać, a nikt raczej nie chciał ryzykować powtórnej próby wchodzenia na szczyt :( i kiedy już po tym podejściu miałam zacząć biec, zrozumiałam dlaczego w wakacje mi ciągle mówiono, żeby się nie zatrzymywać podczas biegu! Faktycznie ciężko było ruszyć, ojjj strasznie ciężko!
Dobrze że trasa prowadziła fajnymi ścieżkami, gdzie przynajmniej mogłam podziwiać przepiękny krajobraz, tak się w to podziwianie wciągnęłam że gdzieś na 6 km się wyłączyłam i nawet nie wiedziałam kiedy minął.

Na ostatnich 500 metrach jeden z biegaczy, wracający już do domu, motywował wszystkich napotkanych zmierzających w stronę mety biegaczy. Przyznam że dostałam przypływu sił i tak sobie biegłam, bo upragniony kopiec już widziałam. Jakie było moje zdziwienie, gdy odkryłam, że do kopca nie wystarczy dobiec, trzeba jeszcze wokół niego trochę przebiec, fizycznie zmęczona nie byłam, ale psychicznie to odlatywałam, bałam się jednak całą trasę, że nie przebiegnę ;/ nie wiem skąd, ale na cały bieg siły się znalazły i udało się, pokonałam własne słabości, dobiegłam, przybiłam piątkę i przekroczyłam linię mety, oddałam numer startowy (jakaa szkoda, nie ma pamiątki :( ) ii dostałam medaaal ! 


MÓJ PIERWSZY BIEGOWY MEDAL ZDOBYTY :)









ja chcę jeszcze raaaaaz! :)

Oczywiście większość narzeka na niedociągnięcia organizatorów. Owszem, były, tego nie próbuję nawet negować. Ale w moim przypadku mogłabym tylko narzekać na ten depozyt - czekać na tym zimnie z 20 min na kurtkę mi się nie podobało.. ;/ bałam się że zachoruję, ale jednak nic mi nie jest, żadnego przeziębienia, zapalenia płuc - nic! Zdrowwwa! :) a inne niedociągnięcia mnie nie dotyczyły raczej. A nawet jeśli dotyczyły, to ich nie zauważyłam - tak podekscytowana byłam moim biegowym debiutem.

A najważniejsze jest to, iż teraz cieszę się, że jednak biegłam sama, że dałam radę, że nikt na trasie nie musiał mnie motywować do biegu - tylko ja sama ze swoimi słabościami :) jestem z siebie dumna, meeeega satysfakcja! :)

A teraz czas szykować się na półmaraton, tutaj już sama nie wystartuję, o nie, bez względu na to, co by się działo, bo obiecałam, a obietnic dotrzymuję, a przynajmniej staram się.



You Might Also Like

4 komentarze

  1. ja niestety nie mogłam wystartować w tym biegu. i pocieszam się, że pewnie tylko bym się irytowała tymi wszystkimi niedociągnięciami. ale i tak strasznie żałuję.

    a jaki czas?

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję. Co prawda jak czytam, że chciałaś nie iść to już mnie nosiło, żeby Ci dokopać, że mogłaś w ogóle nie chcieć, ale skoro się ogarnełaś to pięknie. Adrenalina i wszystko piekne co jest na trasie, to najlepsze doświadczenie. TO dopiero Twój początek. A wiesz co będzie ? Teraz to się zacznie! Trzymam mocno kciuki, bo wiem, ze możesz. :)

    Jak wyzwanie i burpee ? :D

    OdpowiedzUsuń