Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2014

"Just don't quit!"

Noo to dzisiaj odpoczywam! :)  tak naprawdę wcale mnie to nie cieszy, nie lubię dni bez treningu, dlatego, o ile siła wyższa mnie do tego nie zmusi, nie odpoczywam (siła wyższa tj. sesja, kontuzja, odwiedziny). Chociaż mówią, że trzeba, że przynajmniej jeden dzień w tygodniu powinien być przeznaczony na regenerację. A niech sobie mówią, jak lubią! Ja nie mogę robić przerw, nie umiem, nie chcę. Jeśli mam jakiś dzień wolny, wtedy nie mogę znaleźć dla siebie miejsca, chodzę poddenerwowana etc.  Swego czasu miałam tak, iż odpoczynek traktowałam jako pewnego rodzaju słabość, na którą nie chciałam sobie pozwolić, w związku z czym ćwiczyłam dzielnie dzień w dzień, nawet jak mnie coś bolało, ledwo stałam na nogach czy cokolwiek tam mogło mi wówczas być. Nie poddawałam się. Do czasu. Do momentu aż pewnego dnia moja noga nie zaczęła przypominać czegoś na kształt balona i bolała niemiłosiernie. W tym momencie zaczęły się eksperymenty! - masaże kostkami lodu, trzymanie nogi w lodowatej wodzie, masa…

"One day it's gonna be your day!"

Miesięczna, spowodowana kontuzją przerwa przyniosła niechciany efekt, niestety.. a teraz powrót do formy nadal trwa; od razu się chwalę, że tempo i dystans mojego wczorajszego biegu przyrównać można do tego sprzed kontuzji, noo prawie, pocieszać się jednak muszę. Mam nadzieję, że będzie już tylko lepiej. No i odżywianie, również w tej kwestii jest coraz lepiej - ponownie rozpoczęłam przygodę ze zdrowym odżywianiem (aczkolwiek bardzo ograniczone; dlatego może lepiej stwierdzić że po prostu jest ono zdrowsze od tego co było, a nie że ogólnie zdrowe, bo pewnie tu wiele zastrzeżeń by się znalazło)

Dzisiaj po raz pierwszy biegałam podczas burzy - od razu mówię, że nie chciałabym tego powtórzyć! Nie była to na szczęście burza z prawdziwego zdarzenia, gdzie leje i błyska się co sekundę, ale mimo wszystko grzmiało! Do tej pory udawało mi się zawsze dobiec na czas do domu, chociaż trening w deszczu również zaliczam do przyjemnych, ale jeśli dochodzą do tego błyskawice, to ja dziękuję i siedzę…

"Take head on. And life will never be the same again!"

Wiem, że niektórzy potrafią, lubią i czerpią dużo radości z biegania w największym upale. Ja niestety [póki co !] do tych szczęściarzy nie należę. Jednak muszę zmienić swoje podejście, wiem to, zwłaszcza że ostatnimi czasy chodzą [czy tam też i biegają, niech robią co chcą!] mi po głowie pomysły o maratonie lub chociaż samo bieganie po górach by mnie ucieszyło - dla samych widoków jest o co walczyć! No ale do tego trzeba mieć dobrą kondycję etc. Chęci też są ważne, a te u mnie są naprawdę duuuuże! :)

A co do optymalnych warunków do biegania to dla mnie musi być chłodno, żeby nie powiedzieć zimno! Z radością przypominam sobie lutowo-marcowe biegi.. ale już niedługo! :)
Teraz pozostaje mi czekać do (pół)nocy, kiedy to temperatura chociaż nieznacznie spadnie i będzie można pobiegać!

Alee pochwalę się - oto mój dzisiejszy trening. W pełnym słońcu szłam z tym kartonem ponad 4km, udało się - dotarłam cała i zdrowa do domu, nie wspominając oczywiście jak przy tym marudziłam :)