Hide me under the wing...

15:58:00

Tym razem znów nie będzie o bieganiu.. od dawna już nie biegam, rozstaliśmy się, ale już jest wniosek o zniesienie separacji! Znów będę ja i moje bieganie, nierozłączni  :D

W dzisiejszym poście zatem nie będzie ani słowa o treningach, ani jednego! Noo chyba, że zacznę znów narzekać, że moje bieganie, a z nim również moja kondycja pewnie, się zgubiły.

Dzisiaj będzie trochę o mnie, w końcu taki dzień nie zdarza się zbyt często..


JESTEM MAGISTREM :)

Podczas nauki do obrony nachodziły mnie myśli typu: co będzie ze mną teraz, kończą się studia, kończy się coś co trwało pięć lat. I co.. czas zacząć prawdziwe dorosłe życie, wziąć się w garść i zacząć decydować.. a to wszystko nie jest łatwe, dla mnie przynajmniej. Jak tak się uczyłam to przypomniało mi się jaka byłam na pierwszym roku. A dokładniej przypominało mi się, jak znalazłam się sama w obcym mieście.. jak na początku nie wiedziałam co gdzie i jak. Jak szłam wystraszona na rozpoczęcie roku i na pierwsze zajęcia. Pierwsze znajomości na uczelni.. wszystko to było tak dawno temu, a ja pamiętam to tak dokładnie. Pamiętam swój pierwszy egzamin ze wstępu do prawoznawstwa (oczywiście przedtermin musiał być) jak dzwoniłam do siostry, żeby to ona mi powiedziała, że jestem przygotowana i powinnam podejść. Nie wiem skąd ona miała wiedzieć, czy jestem nauczona, ale jej słowa ze umiem na pewno mi pomogły. Także znajomi, którzy, mimo że nie podchodzili w tym terminie, utwierdzali mnie w przekonaniu, by spróbować swoich sił. Pamiętam nawet co jadłam przed pierwszym egzaminem - sucharki i dżem truskawkowy! ;)

Później poznaliśmy się wszyscy lepiej. Były wspólne wypady na kawę po uczelni lub w przerwie między zajęciami, wspólne problemy i przedegzaminacyjny stres. Z jednym z kolegów uczyłam się do większości egzaminów. Zawsze to raźniej uczyć się z kimś.. przynajmniej mi jest tak łatwiej.

Echh, wszystko to było tak dawno, a było tak fajnie. Studia to naprawdę fajny czas, mimo że jest tak dużo stresu i czasem ma się ochotę drapać ścianę z nerwów lub po prostu skoczyć z mostu. A teraz znów zaczyna się nowy rozdział w moim życiu, mam nadzieję, że będzie równie przyjemnie..


A wczoraj skończyłam swój piąty już rok studiów, skończyłam studia. Czuję taka pustkę, bo coś się jednak skończyło.. muszę się jakoś ogarnąć ;D


Przygotowania do obrony skutecznie wyłączyły mnie z życia. Najpierw było pisanie pracy, bieganie do bibliotek po książki, artykuły, następnie siedzenie całymi dniami nad komputerem i pisanie.. a  przez większą część czasu jedynie próba pisania. Konsultacje z Promotorem, dodatkowe problemy, o których warto uczynić w pracy wzmiankę skutkowały kolejnymi wycieczkami do biblioteki, a także kolejnymi godzinami przed komputerem, ale to jeszcze nic..

Dwa tygodnie przed obroną musiałam oddać pracę. Dzień przed jeszcze siedziałam i czytałam ją, szukałam ewentualnych literówek, liczyłam strony, żeby mieć pewność, że wszystko jest tak, jak być powinno.. już wtedy się stresowałam. Ale najgorsze miało dopiero nadejść.


Kilka dni przed obroną zaczynało się ze mną coś dziać, coś dotychczas niespotykanego.. jak dotąd mój stres ograniczał się głównie do narzekania, że się boję i że nic nie umiem, ale szybko byłam w stanie się opanować. Teraz lęk przed nieznanym był straszny. Potrafiłam się bać nawet tego, że nie trafię na krzesełko, zamiast czego runę na podłogę :( trzęsłam się tak, jakbym miała 40 stopniową gorączkę, sąsiedzi myśleli pewnie, że jakiś remont mam w mieszkaniu, dobrze, że nie przyszli mnie upomnieć :D

Ale niestety nie wszyscy potrafili zrozumieć, jak bardzo się boję, nawet jeśli lęk ten był absurdalny. Bałam się i nic nie byłam w stanie z tym zrobić, o czym mówiłam wszystkim dookoła wprost. Moja psychika wysiadła, zostawiła mnie jakiś tydzień przed obroną. Stałam się pewnego rodzaju psychicznym wrakiem.

Czekając przed salą wiedziałam, że musi być dobrze. Z sali wyszłam dość blada, na miękkich nogach. Dobrze, że znajomi byli ze mną, mimo że niektórzy z nich bronili się razem ze mną, bez słowa się mną zajęli.. mój lament, płacz przechodzący w paniczne narzekanie, że nie zdam. To jak się trzęsłam wtedy przechodziło wszelkie dopuszczalne normy ;/
Po chwili zawołali mnie raz jeszcze na salę, żeby poinformować, że się obroniłam :) jestem taka szczęśliwa, ale psychicznie muszę odpocząć mimo wszystko. Moje nerwy zostały baaaardzo nadwyrężone, ale na wszystko trzeba czasu.. i tę chwilę właśnie sobie daję ;)
teraz przede mną aplikacja, równie ciężka przygoda, ale mam nadzieję, że będzie dobrze, musi być, tak samo jak teraz.


Także dziękuję..
tym wszystkim, którzy mnie wspierali i wytrzymali ze mną te wszystkie lepsze i byli ze mną zwłaszcza w te gorsze dni. Tym, którzy mi mówili coś o jakichś wiśniach i torcie, że niby obrona jest taką wisienką? Jeśli tak, to moja wiśnia była chyba w kompocie a nie na torcie :D tym, którzy nie zważając na nic po prostu wzięli i przyjechali do mnie w nocy, by wysłuchiwać tych mądrości, które musiałam komuś zakomunikować - noo bałam się przecież, więc miałam prawo do robienia głupot! A dzisiaj sama wiadomość typu: "trzymam kciuki" była dla mnie swego rodzaju pomocą, w końcu ktoś pamięta, więc musi być dobrze!

A w szczególności dziękuję..
Rodzicom, którzy musieli przez prawie tydzień wysłuchiwać moich narzekań, jak bardzo się boję, jak bardzo nic nie wiem.
Siostrze, za to że nie rzuciła telefonem w ścianę i że w ogóle odbierała telefony ode mnie, gdy dzwoniłam zapłakana, że świat mi się kończy, bo przecież nic nie umiem.



Nie mówię, że bez Was wszystkich bym się nie obroniła, bo nie wiem, jakby było. Wiem jednak, że dzięki Wam ten czas przed obroną, zwłaszcza kilka ostatnich dni był o wiele lżejszy..

DZIĘKUJĘ! ;)




Świeży magister pozdrawia i życzy udanych wakacji! :)



I will never go home, without giving everything I have got !

Także teraz wracam do domu na chwilę, bo mogę - obroniłam się, na WAKACJE, zasłużone.. :) ale krótkie, niebawem znów wielka przygoda z nauką! :)


Najwyższy czas przeczytać urodzinową książkę, tyle miesięcy czekałam! :D



You Might Also Like

5 komentarze

  1. Gratuluję magistra, a Stephena Kinga kocham :)

    OdpowiedzUsuń
  2. gratulacje! i miłych wakacji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, gratulacje!!! Teraz odpoczywaj :)
    A gdybyś miała ochotę na blogową zabawę, to zapraszam do siebie, bo nominowałam Cię do Liebster Award :)

    OdpowiedzUsuń
  4. GRATULUJĘ :) Ja za rok bronię własną pracę dyplomową (I stopnia). Powodzenia i życzę Ci powrotu do treningów! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń