I stand even when I fall..

20:36:00

Tak bardzo chciałam pobiegać. Poczuć tę radość, mieć świadomość, że robię coś w kierunku zbliżającego się wielkimi krokami półmaratonu, w którym jak widzę nie będzie dane mi wziąć udziału. A tak to co..

to nie był dobry trening. Był zły. Okropny. Najgorszy. W sumie to nawet trening biegowy nie był..

Przez ostatnie dwa dni ćwiczyłam w domu, nie miałam większej ochoty wychodzić z domu, gdy było tak gorąco, a co dopiero biegać w taką pogodę. I tak patrząc z perspektywy czasu muszę stwierdzić, że to był bardzo dobry wybór. Skoro dzisiaj było względnie chłodno a czułam się tragicznie, to ciekawe co działoby się ze mną wczoraj..

A co dzisiaj ze sobą zrobiłam? Żeby się zmotywować w końcu do biegania, napisałam do koleżanki, czy ma może w planach na dziś bieganie. Na szczęście miała :) także miała być dycha, spokojna, ot taka na rozmowę. Ale nie było dychy. Stało się zupełnie inaczej..

Po kilometrze wspólnego biegu widziałam, że dzieje się ze mną coś nie tak, brzuch znów o sobie przypomniał. Planowałam przeczekać i biec dalej. Ale już nie mogłam, zobaczyłam ławkę i poprosiłam koleżankę, by pobiegła dalej, nie marnowała treningu, a ja poczekam na nią aż będzie wracała i pobiegniemy razem, o ile już będę mogła. Co prawda nie chciała, ale przez moje zapewnienia, że już takie bóle przechodziłam, zgodziła się w końcu pobiec dalej.
Jak ja później żałowałam, że jednak nie została ze mną. Tym razem było ze mną o wiele gorzej niż przy poprzednich bólach.. tym razem najpierw widziałam czarne plamki, by po chwili nie widzieć zupełnie nic. Tak, tym razem zemdlałam. Dobrze, że prawie na tej ławce leżałam, upadek nie był  taki bolesny..

Tyle ludzi przeszło obok mnie, patrzyli się na mnie (niektórzy nawet potrafili oglądać się miliard razy), a jakoś prawie nikt nie miał najmniejszej ochoty podejść i spytać się czy wszystko w porządku. A w porządku nie było i było to widać. Koleżanka była przerażona, jak mnie zobaczyła później. Odprowadziła mnie do domu nawet! :D na początku szłam na miękkich nogach, mając wrażenie, że zaraz padnę, ale było coraz lepiej ze mną, już jest w miarę dobrze. Czyli mam to samo co w listopadzie czy wiosną, czymkolwiek to jest.. tylko każdy kolejny raz jest intensywniejszy..

A co teraz zrobię? Pewnie pójdę jutro pobiegać, spróbuję. Muszę zacisnąć zęby i biec, a jak zemdleję to się poobijam, trudno. I jeszcze wędrówki po lekarzach zacznę, już dłużej tego odkładać chyba nie mogę, nie powinnam.


I nie, nie jest mi wcale do śmiechu. Załamuję się powoli..

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Dziwne,że nikt nie zareagował...Zwłaszcza,że na bezdomną na pewno nie wyglądałaś. Na szczęście wyszłaś z koleżanką ;) Btw. Powinnaś udać się do lekarza rodzinnego i poprosić o skierowanie na wyniki - kiedys miałam podobne dolegliwości, tyle ,ze podczas okresu i przy braniu gorącego prysznica (:D). Dbaj o siebie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi, że trening się nie udał, a znieczulica jest straszna :/

    OdpowiedzUsuń
  3. ja bym poszła do lekarza, bo nawet biegając w upały po kilkanaście kilometrów to nie jest standardowa sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie powinnaś zrobić badania :/

    OdpowiedzUsuń