It's not for everybody..!

12:36:00

Noo dobra, dosyć tego zastoju :D 

z ogromną radością ogłaszam swój wielki powrót do blogowania i biegania. Z bieganiem dzisiaj może być prawdę mówiąc ciężko, ale ostateczną decyzję czy pójść na trening podejmę wieczorem..

 
Zaległości nie mam zbyt dużych, bo przez ostatni czas za dużo sobie nie pobiegałam, niestety. Założeniem było, że chociaż w wakacje trochę więcej potrenuję.. nie wiem co z tego będzie. Moja sportowa radość się gdzieś zagubiła :( może po prostu zapomniałam jak to jest codziennie wychodzić na trening, Może po prostu wystarczy kilka razy wyjść z przymusu na trening, a później to już będzie z górki. Chcę moją biegową radość z powrotem, już, natychmiast !


To by było na tyle, jeśli chodzi o obecne problemy młodego magistra :D


A teraz czas się przenieść do maja, bo o tym daaaawno odbytym biegu, mimo iż z reguły nie opowiadam dokładnie o zawodach, nie może nie być osobnego posta..

W maju był bieg w Skotnikach. Całe 13km. To mój pierwszy zawodowy dłuższy niż dycha dystans. Także jak wiadomo stres był, przed każdym zawodami się stresuje, ale teraz było jeszcze gorzej, no bo jak nie przebiegnie to co? Zwłaszcza, że odkąd w głowie mi zawody, ochota na biegowe treningi jest coraz mniejsza, a przynajmniej wówczas tak było.

Bardzo irytował mnie niedobór informacji odnośnie do depozytu - naprawdę byłam w stanie uwierzyć, że organizatorzy nie przewidzieli czegoś takiego.. może po prostu jestem przyzwyczajona do nadmiaru wiedzy i stąd ten skotnicki niedosyt ;)  ale na szczęście kolega zaoferował, że jego samochód służyć może za mój depozyt także dobrze jest, nie trzeba się dalej tym stresować. Na szczęście depozyt był więc nie musiałam nadwyrężać kolegi ;D 
Swoją drogą kolegi i tak oczywiście bym nie poznała, mimo że dokładnie się umawialiśmy co gdzie i jak ;) ahhahahahahah, przechodziłam obok niego i go nie poznałam! Na szczęście krzyknął za mną coś w stylu "Ola, czy to tyyyyy?" i podszedł do mnie :D chwilę porozmawialiśmy, powiedział mi jakie ma plany na ten bieg. Ja się swoimi planami nie podzieliłam, bo ich po prostu nie miałam. Przecież samej chęci ukończenia biegu nie można nazwać planem, przynajmniej ja nie nazywam. Później mi uciekł się rozgrzewać. Ja cały czas twierdzę że rozgrzewki nie potrzebuję, a raczej głupio mi się rozgrzewać przy miliardzie innych ludzi, czego później żałuję. Niemniej jednak rozgrzewkę odpuszczam ;)

Większość rzeczy związanych z tym biegiem pominę, bo albo są nieistotne, albo ich nie pamiętam, a jak pamiętam to tylko częściowo. 


Jak zwykle ustawiłam się dość daleko od startu, a niech sobie biegną przede mną, jak chcą, na mecie i tak się spotkamy prędzej czy później :D 


Po jakimś czasie od wystrzału pistoletu przekroczyłam w końcu linię startu. Na początku bieg zapowiadał się przyzwoicie. Co prawda było gorąco, ale ładny asfalt, żadnej górki nie widzę, a miało być przecież ciężko. I tak sobie biegnę i biegnę, zaczęło przeszkadzać mi to gorąco, słońce świeciło jak nie wiem co. Nawet brzuch musiał dać o sobie znać, jeszcze on, no świetnie! Naprawdę, nic tylko biec ;/ myślałam, że brzuch to mi zaraz wyjdzie bokiem, górą, dołem, przodem, tyłem.. czymkolwiek! Wyjdzie i będzie spokój. Tak, chciałam się go pozbyć, tak bardzo bolało ;( przed biegiem wzięłam tabletkę przeciwbólową, ale albo wzięłam za wcześnie, albo nie działała tym razem i musiałam się męczyć. Tak się męczyłam, że przez moment się zastanawiałam, czy nie zejść z trasy lub chociaż nie zrobić sobie przystanku przy karetce, a panowie ratownicy przystojni byli to i pokusa większa! ;D ale ostatecznie przebiegłam obok, jakby wszystko było w porządku, bo tak naprawdę nie chciałam zejść z trasy. Chciałam dobiec, nawet jeśli miałabym być ostatnia. Nie chcę zawodów, gdzie schodzę z trasy. Wiem, że na pewno kiedyś będę musiała zejść, ale to jeszcze nie był ten czas.. i dobrze.

I tak sobie dalej biegnę. Biegnę ja, biegnie brzuch. Tak, nie biegam z brzuchem! Sam niech sobie biega jak boli. I już wiem, że to nie będzie dobry bieg. Moje nastawienie się diametralnie zmieniło, każdy krok był coraz trudniejszy. Musiałam coś ze sobą zrobić, inaczej zawody te zapamiętam i już więcej nie wystartuję..

Gdzieś w połowie trasy, kiedy moje zrezygnowanie osiąga już poziom niemożliwy do zniesienia, widzę, jak kolega już wraca, jak biegnie drugą stroną ulicy. I od razu na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech, pewnie wyglądałam wtedy jak żaba, ale najważniejsze, że poczułam się lepiej. W końcu ktoś znajomy! Pobiegam do niego, uśmiechamy się do siebie, przybijamy piątkę i każdy biegnie dalej w swoją stronę. Przypływ energii był? Pewno! Jak mu się udało i już wracał to i ja przebiegnę, nie mam innego wyjścia.


Podczas całego biegu podbiegałam sobie do dzieciaków, przybijać piątki. Ile ich tam na trasie było, nie sposób zliczyć. Wierzcie mi na słowo, że było ich dużo. Przez co nie tylko nogi mnie bolały po biegu, lecz także prawa ręka od tego ciągłego przybijania. W całym życiu tylu piątek nie przybiłam, co tego dnia :D 

A jaka była radość tych dzieci, że ktoś im przybił piątkę! Akurat miałam przerwę w muzyce i przybijałam piątki 3dzieciom a oni krzyczą JEEEEEST i się cieszą i skaczą, no i czy ja mogłam się zatrzymać i narzekać ze boli? Nie mogłam, biegłam. Dzięki dzieciaki, tyyyyle mocy od Was dostałam ! :)


I tak już jestem prawie na końcu, za zakrętem ponoć powinna być meta. Pytanie tylko, za którym zakrętem.. jak to na mnie przystało chciałam pobiec inną drogą, na szczęście krzyczano za mną, że to nie tędy powinnam biec, machano rękoma. Zawróciłam po chwili. Jeszcze tylko okrążenie boiska ii upragniona META! I medal! I woda! I trawa. Padłam :D




Nie wiem, czy to brak ochotników, czy pomysł organizatora. Ale wodę podawały nam dzieci. To chyba najlepszy pomysł! Tak się przejmowały swoją rola, takie kochane były. Woda dla małych dzieciaków na zawodach zawszeee! ;D




Szybko uciekłam z boiska. Odebrałam swoje rzeczy. Tradycyjnie po biegu nie jadłam, nawet nie wiem czy posiłek regeneracyjny był. I jadąc już autobusem do domu dostałam wiadomość, że... uwaga.. mam PODIUM! Mam PUCHAR :) musiałam jak najszybciej wrócić na boisko, przegapić możliwość stania na pudle to byłaby dopiero porażka. I na szczęście mi się udało..

.. pierwszy raz stałam na pudle z pucharem. Genialnie! :)






A teraz nie pozostaje mi nic innego jak pić sobie mleko w ten upał 

 


ii w przerwie od nauki przeglądać zdjęcia :D




You Might Also Like

11 komentarze

  1. Gratuluję! Mimo przeciwności dałaś radę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sam nie jestem zapalonym biegaczem, ale moja aktywność fizyczna jest na tyle duża, że zdarzyło mi się spontanicznie wystartować w poważnych zawodach biegowych na 10 km. Był to mój pierwszy bieg ever, ale i tak uzyskałem świetny czas (38 min, skromnie powiem), wiem, że podczas biegu nadchodzi kryzys kiedy trzeba podjąć decyzję czy biegniemy dalej czy stop i nigdy więcej tego nie zrobie. Gratuluję podjęcia tej pierwszej. Festiwal Biegowy w Krynicy-Zdrój, może słyszałaś lub biegłaś ? Całkiem duża impreza. Zapraszam serdecznie. W tym roku również pobiegnę. Zapraszam również do mnie na bloga www.dobretempo.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, bardzo dobry wynik jak na pierwszy start. A biegasz też jakieś dłuższe dystanse? Słyszałam, słyszałam, ale w tym roku na pewno nie dam rady się tam pojawić. Termin mi bardzo nie odpowiada - Festiwal jest chwilę przed egzaminami wstępnymi na aplikację. Pomijam oczywiście fakt, że kondycja mi się gdzieś też zgubiła :D ale Tobie życzę powodzenia!

      Usuń
  3. Gratulacje! Niestety ten ból brzucha potrafi dobić, kiedyś też tak miałam. Ostatnio przy bieganiu już się nie odzywał :)
    Sama ostatnio straciłam motywację do większych biegów i ruchu, na uczelni miałam taki sajgon, że nie w głowie były treningi, teraz też całymi dniami coś się robi.. Po powrocie z wyjazdów muszę zabrać się troszkę za siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A robiłaś coś specjalnego z brzuchem czy samo przeszło?
      Też podczas sesji odpuszczam bieganie, a później tak ciężko wrócić do systematycznych treningów.. alee damy radę! :D miłego odpoczynku!

      Usuń
  4. Gratuluję! Zarówno nagrody jak i powrotu do biegania! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! ;) chociaż ten powrót nie był tak piękny, jak sobie to wyobrażałam..

      Usuń