I close my eyes. And now we are too far to speak..

13:56:00

 

I gdzieś tak między 3 czy 4 km: "No to co, na pewno robimy tę dychę?" - pomyślałam tak naprawdę z nadzieją, że jednak sobie odpuszczę na dziś. Ostatnio to wygląda tak, jakby mi się nie chciało biec dalej, jakby w ogóle nie chciało mi się biegać. Nie, że nie mam sił, bo te się zawsze znajdą. Po prostu, jakbym najzwyczajniej w świecie nie miała ochoty na dalszy trening. Jakbym chciała go już zakończyć po tym 4 kilometrze. I stąd te ciągłe pytania czy minął kolejny kilometr, dlaczego to dopiero 200 metrów za mną a nie 700.. przecież ja nie mam sił, ja nie chcę. To może jednak 5 km a nie dycha? 




A to nie może być tak, że wychodząc na trening zakładasz sobie, że przebiegniesz tyle i tyle, a jak nie dasz rady, czy zwyczajnie chęci się zgubią przez to wolne czy też szybkie tempo, to świat się skończy, staniesz się nieudacznikiem, a tak w ogóle to powinieneś się zastanowić czy aby na pewno nadajesz się do biegania, bo jak można biec 6 km w tempie 6 min/km? Przecież w takim tempie to się chodzi, a Ty nazywasz to biegiem.. nie masz sił czy chęci, to tym razem nie biegniesz - tyle w temacie. Kiedyś tak zacznę myśleć. Póki co, jestem nieudacznikiem, dopóki dychy nie przebiegnę. Później będą kolejne wyzwania i kolejne określenia typu "nieudacznik" :D


Biegać lubię, a już na pewno rok temu lubiłam, jak ze znajomymi pokonywaliśmy coraz to więcej kilometrów. Znaczy dla mnie to było każdego dnia coraz więcej i coraz lepiej. Dziwi mnie, że im się nie znudziło bieganie ze mną, przecież ja się wlokłam jak żółw! Teraz wlokę się jeszcze bardziej.. :) 
a tak w ogóle to ostatnimi czasy za często skupiałam się na wynikach innych naiwnie porównując je do swoich, zamiast porównywać się do siebie sprzed kilku miesięcy. 


Wczoraj wieczorem wyszłam na długi trening, ale nie pod względem pokonanych kilometrów. Strasznie gorąco było, mimo dość późnej pory. I ostatecznie nie dałam rady przebiec dychy. No nie dałam, na poważnie, z mojej winy pokonaliśmy biegiem tylko 6 km, woooolnym niezwykle biegiem. Te dodatkowe 4km przeszliśmy - dychy jednak nie chciałam tak łatwo puścić wolno :) 

A przebiec całą dychę to może następnym razem mi się uda..




Bo dla mnie bieganie to miłość, radość, przyjemność, lek na zły humor.. 

nawet jak nie przebiegłam maratonu, a moje tempo (jak wczoraj) czasem jest beznadziejne, że aż głupio mi o tym treningu pisać, zwłaszcza że przez cały ten czas głowa podpowiadała mi, żebym skończyła, po co się meczyć jak i tak nie mam sił, a tak gorąco jest na dworze.. 
Głowa to jedna z sił napędowych biegacza. W moim przypadku jest inaczej, to głowa mi podpowiada, że nie dam rady. 

Także teraz przede mną spore wyzwanie - nauczyć się biegać głową i sercem. Czy mi się to uda? Na pewno będę próbować i to z całych sił, by moja biegowa miłość została ze mną i nie zatraciła się w tym wszystkim.

Wyluzuję!, powalczę, jednak ze spokojem przyjmę to, co z tych treningów wyjdzie! ;)

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Zazdroszczę takim osobom jak Ty - zmotywowanym, chętnym zdobywać więcej i więcej ;) Mi było bardzo ciężko przekonać się, aby zrobić nawet pierwsze 5 km ;)

    http://maryshealthystart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam podobnie :) często tak myślałam podczas biegu aby do zakretu,aby do połowy aby do lasku.Biegam z meżem,jestem leniem,trudno mi wyjść z domu,mam okresy intensywnych treningów a potem przerwy(zazwyczaj ta deszczowa irlandzka pogoda,bo skąd tych ubrań nabrać i gdzie suszyć).Biegamy wolno,ostatnio prowadziliśmy złe odżywianie i od razu odbija się to na bieganiu.Ale 8,5km da się przebiec :) też wolno bardzo.Cel to przebiec 10km!!! Ostatnio biegam z mp3 słuchamy podkastów a nie muzyki więc słucham i nie myślę o tym,że nie mam siły,aby do zakrętu itd..

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja miałam podobne odczucia, ale właśnie kiedy przebiegam swoje pierwsze 10 km. Na początku była ogromna motywacja, ale jak już udało mi się kilka razy przebiec, na kolejnych treningach myślałam: a może już skończyć? W końcu nie muszę przebiec tylu a tylu km. Ale trzeba czasami się przemóc, poczekaj może aż miną upały, to i wrócą większe chęci :) Zresztą nie o km chodzi, a o kondycję, zdrowie i psychikę!

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzeba jakoś trzymać się regularności, ale też nie można się zawsze do wszystkiego zmuszać :) Czasem można sobie odpuścić bez wyrzutów sumienia, inaczej się zniechęcamy i motywacja spada :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno się uda! Pewnie potrzeba czasu, żeby dojść do tego momentu, kiedy psychicznie nic nie będzie w stanie Cię złamać, ale myślę, że to nie będzie czas stracony. Podoba mi się to, że cieszysz się sportem i nie zmuszasz się do katorżniczej pracy dla zasady. Wiadomo, trzeba przekraczać swoje granice ale wszystko z głową ;)

    OdpowiedzUsuń