"Lost sense of time and all seasons"

12:42:00

Znalazłam pocieszenie w nieposiadaniu endomondo i jakichkolwiek innych stron monitorujących aktywność fizyczną. Chciałam porównać jak biegało mi się w poprzednim roku w lipcu z tym jak (nie)biegało mi się w tym roku. Ale w lipcu 2014 roku na endomondo jeszcze nic nie było, uff! :D

Taką pierwszą, dość udawaną kontrolę  nad swoją sportową częścią życia zaczęłam prowadzić w sierpniu. Wcześniej to raczej opierało się na odhaczaniu kolejnych treningowych dni - nawet jeśli przebiegłam kilometr, trening zaliczałam do udanych, w końcu nie siedziałam bezczynnie w domu..
Noo i jak było co kontrolować, to tego nie robiłam. A teraz, gdy nie mam czego wpisywać czy tam też zgrywać, mam taką wielką ochotę posprawdzać efekty ;/ 

obecnie efekty co prawda są, ale nie w nogach.. w głowie i brzuchu ;P nie, żebym przytyła, bo to nie ja od tycia jestem, ale sobie chociaż dzielnie brzuszek ćwiczę, chociaż tyle dobrego..

 Ostatnio mój biegowy blog stał się tylko blogiem, w którym opisywałam jakieś głupoty. Będąc na weekend w domu przeszło mi przez myśl, że skończę z blogowaniem.. (kurdeee, ostatnio chcę ze wszystkim kończyć :D ) no bo po co miałabym go prowadzić. W sumie jak nie biegam, to o czym mam pisać.. o diecie, z którą sama mam problemy czy też dodatkowych treningach wzmacniających, które w ramach odpoczynku od ustaw sobie dodaję? 

I całe to myślenie doprowadziło mnie do stanu, że przestałam myśleć o sobie w kategorii Biegacz :( mój życiowy kryzys nadal trwa. I muszę z podniesioną głową go przezwyciężyć, bo inaczej stanę się tylko wegetującym człowiekiem. 
A to chyba najgorsze co mogłoby mi się przytrafić na chwilę obecną ;)

I tak walcząc ze sobą, wstałam z fotela. Przebrałam się, jakimś cudem nie uległam proszącym oczom mego Psa, żeby zabrać go ze sobą. I poszłam, a raczej pobiegłam dookoła jeziora. Jednak to nie był dobry pomysł. Gorąco strasznie, nie miałam czym oddychać. Jakieś robactwo zaczęło się zlatywać jak tylko się na sekundę zatrzymałam, także nawet na dłuższy przystanek nie miałam co liczyć. I tak sobie biegłam powoli, żeby w połowie trasy odkryć, że w rodzinnej miejscowości potrafię się zgubić :D

Wymęczona, ale za to jaka szczęśliwa dotarłam w końcu do domu! 1,5l wody to była pierwsza rzecz na jaką się rzuciłam po otwarciu drzwi, później było już tylko łóżko :)

Jeśli myślicie, że to był koniec treningu, to się grruuuuubo mylicie! Te proszące psie oczy tak mi utkwiły w głowie, że nie mogłam długo poleżeć. Pies też musi mieć coś od życia :D
i teraz już bez żadnego problemu wyszłam z domu na spacer, taki trochę udawany to był, boo pobiegałam sobie razem z Psem, który nie dowierzał, że ktoś z nim biega! I o dziwo, dotrzymałam mu kroku. Także albo to moja kondycja jest tak dobra, albo psa trochę kiepska. Oczywiście wolę to pierwszee! 





I jeszcze jedno.. trzymajcie się mocno, bo w następnych postach będzie się działoo. Jest plan, jest wieeeelka chęć, to i efekty będą, zawsze są! :)

You Might Also Like

3 komentarze