You don't see this hours of dedication that I put into the race!

13:15:00

Od razu uprzedzam że post będzie uzupełniony później :)

Wiecie jak to jest, gdy ciągle myśli uciekają do biegania? Że fajnie by było wyjść już, natychmiast!, tylko jeszcze trzeba wywiązać się z ciążących na nas obowiązków? Ja to znam... w ubiegłym roku często na pytanie, o której biegamy?, odpowiadałam, że za 10/20/50 stron (teraz powolutku do tego wracam) :D tak, swój czas przeliczałam na strony, których się jeszcze muszę nauczyć :D
Później się trochę pozmieniało. Zniknęła radość, bo z w miarę dobrej biegaczki po miesiącu przerwy stałam się początkującą (nie wiem czemu tak szybko mnie wytrenowanie opuściło, ale na poważnie tak się stało i od tego momentu było coraz gorzej). Później zaczęły się wymagania, że biegać muszę, bo jak mogę nie biegać? Jak biegać nie będziesz, to znów nie przebiegniesz dychy. Masz zawody niedługo, to czemu nie trenujesz? Ja chcę się chwalić, że coś pobiegałam; ja chcę narzekać, że jednak nic dziś ze sobą dobrego nie zrobiłam. Tylko tyle. A to, że biegać muszę, to dobrze wiem, ale różnie tę wiedzę wykorzystuję, jak widać..


A teraz najważniejsze. Dlaczego nie trenuję? Już Wam powiem! Nie będzie to nic nowego, często powtarzane wymówki, niektóre wyimaginowane, niektóre baaaardzo prawdziwe ;)

Nie biegam, bo nie wyrobiłam się z nauką.
Nie biegam, bo nie mam ochoty.
Nie biegam, bo nie mam czasu.
Nie biegam, bo muszę być wypoczęta, żeby się uczyć, a po bieganiu zasypiam jak niemowlę.
Nie biegam, bo pada.
Nie biegam, bo muszę popisać smsy.
Nie biegam, bo boję się, że znów będzie mnie bolał brzuch.
Nie biegam, bo nie mam w co się ubrać.
Nie biegam, bo mam rozładowaną mp3 i telefon, a biegać bez muzyki mi się nie chce.
Nie biegam, bo jest już późno i jak będę wracać to sklepy będą pozamykane i nie będę miała gdzie kupić wody.
Nie biegam, bo zgubiłam gumkę/wsuwkę do włosów, a nie chce mi się jej szukać.
Nie biegam, bo nie chce mi się ubierać soczewek, a bieg w okularach sam w sobie może i nie jest tak straszny, ale mam za słabee okulary i nic nie widzę przez nie, zwłaszcza jak jest ciemno.
Nie biegam, bo muszę pooglądać zdjęcia na fejsbuku.
Nie biegam, bo za dużo myślałam nad tym, czy chce mi się wyjść na trening i mi się odechciało całkiem.
Nie biegam, bo wolę zjeść najpierw kolację, a po jedzeniu nie można.
Nie biegam, bo muszę sobie pooglądać biegowe rzeczy i znaleźć jakąś promocję w sklepie internetowym - przecież nie chcę jej przegapić mimo że promocje trwają ok. tygodnia :D
Nie biegam, bo zdecydowałam się na trening dopiero gdy się wykąpałam, a przecież dwa razy się kąpać nie będę - wodę trzeba oszczędzać!
Nie biegam, bo akurat naszła mnie ochota na sprzątanie.
Nie biegam, bo nie mam skarpetek, które sobie wymyśliłam by ubrać, a innych nie mogę wziąć, bo będzie zły trening. (na poważnie tak mam!)
Nie biegam, bo nie mam sił na nic.
Nie biegam, bo wypiłam za dużo wody/herbaty/kawy.
Nie biegam, bo trzeba pomalować paznokcie.
Nie biegam, bo przeczytałam Kinga i będę się bać na treningu.
Nie biegam, bo znajomi chcą ze mną biegać, a ja na to ochoty akurat nie mam. A przecież nie powiem im "sorry, ale sama chcę sobie pobiegać".
Nie biegam, bo zjadłam lody - a ja za bardzo mleka jednak nie mogę jeść.
Nie biegam, bo wolę poogladąć zdjęcia.
Nie biegam, bo chcę zobaczyć, jakie przykre życie mają ludzie, którzy nie lubią biegać.
Nie biegam, bo Wisła wylała i moje Bulwary są zalane (ahhahahahahahah, raz mi się zdarzyło, ale co tam!) 
Nie biegam, bo szukam zawodów, na które mogłabym się zapisać, a do których nie będzie mi się pewnie chciało trenować.

Nie biegam, bo... po prostu dziś nie jest dzień na bieganie.



Także, jak chcę się uczyć na własnych błędach, to będę to robić. Można upomnieć raz czy dwa, ale nie ciągle.. chcę na półmaratonie umierać, bo nie trenowałam? Moja sprawa. Nie jestem Terminatorem i mam prawo do słabości, gorszych dni (nawet jak gorszy dzień trwa miesiąc!), jestem jedynie Cyborgiem Naukowym :)

A takie przypominanie o treningu, na który ostatecznie nie wyszłam, odbija się na mojej psychice. Cóż to ze mnie za Nieudacznik, nie biegam przecież. Nie biegam = nie żyję :(
I w nieświadomie wywieranej przez innych presji, zagubiłam się w tym wszystkim. Zapomniałam jak to jest wyjść na trening dla przyjemności. Wychodziłam głównie dlatego, że musiałam. Przecież nie mogę zawieść :( nie mówię, że zawsze tak było, ale w przypadku większości treningów w głowie miałam przede wszystkim tę myśl "MUSZĘ BIEGAĆ, BO CO JA POWIEM".

Także dziękuję za wszelkie wsparcie bliskich mi osób, które jest oczywiście niezbędne. Ale bez przesady. Ja nie jestem Wami, jestem sobą. Osobą o innym organizmie, inaczej reagującą na przebiegnięcie 5km. I przekonywanie o wyjściu na trening, to wymaganie często rzeczy niemożliwych, subiektywnie pewnie, ale niemożliwych.  

Ale żeby nie było - trenuję. Nie każdy biegowy trening musi wiązać się z bieganiem, serio :D ostatnio zaczęła się u mnie szeroko rozumiana ogólnorozwojówka, ze szczególnym uwzględnieniem brzucha. Nie wiem czy mięśnie tak szybko są w stanie stawać się słabe czy moje w ogóle ich nie miałam :)
Aha, a wieczorem idę biegać, nie ma lekko!, o ile nie będzie padać ii.. (patrz wyżej) :)






You Might Also Like

2 komentarze

  1. Ja nie robię sobie wymówek,bo to lubię. Biegam,gdy mam na to ochotę (a jeżeli mi jej brakuj wykonuję trening siłowy,który również jest wskazany dla biegaczy),a samo robienie km towarzyszy mi już od 15 lat :) POWODZENIA I GARŚCI MOTYWACJI!

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę w końcu zacząć biegać - ale tak bardzo kocham rower, że ciężko mi to zamienić ;)

    healthystartwithmary.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń