PURO Sport Hearphones in-ear - Słuchawki sportowe z pałąkiem na kark (limonkowe)

23:38:00



Dzisiaj będzie tak trochę inaczej, gdyż to już najwyższy czas się pochwalić i zaprezentować to, co dostałam prawie tydzień temu. Tak, Święty Mikołaj pojawił się u mnie w tym roku dość wcześnie, bo już w październiku i to pod postacią Pana Marcina ze sklepu puro.com.pl :)

Po otrzymaniu propozycji współpracy, najpierw przestudiowałam dostępny w sklepie asortyment, żeby się przekonać, czy na pewno będę miała co zrecenzować. Jak się okazało w ofercie jest  sporo rzeczy sportowych, dzięki czemu mogłam zgodzić się na proponowaną współpracę. Poinformowano mnie, że produktem do zrecenzowania będą słuchawki - do końca nie wiedziałam, jakie dostanę, nie dopytywałam się, chciałam, żeby była to niespodzianka. Produkt miał być sportowy, tylko to było wiadome :D wobec tego strasznie ciekawa byłam, co też się w tej paczce znajdzie, w końcu na rynku są miliardy różnych słuchawek, a w sklepie też mieli ich kilka rodzajów!

Dzięki uprzejmości firmy puro.com.pl otrzymałam słuchawki sportowe z pałąkiem na kark, których recenzję zgodziłam się napisać. Z racji tego, że w dniu, kiedy odwiedził mnie kurier z przesyłką miałam akurat gorączkę moje rzucanie się na paczkę i sprawdzanie jej zawartości było rozłożone w czasie. Nie oznacza to jednak, że się nie cieszyłam. Szczęśliwa byłam i to bardzo - tak mi umilić chorowanie..




Niby świetnie się złożyło, że wybór padł akurat na słuchawki, bo za kilka dni miał być półmaraton, więc w razie ewentualnego startu mogłabym od razu przetestować, jak sprawdzają się na zawodach. Wyszło jednak inaczej. Wystartować - wystartowałam, ale bez słuchawek. Z kilku powodów.. jak już gdzieś startuję, to ze sprawdzonym sprzętem, a treningu ze słuchawkami nie zdążyłabym już odbyć, niestety. No i po prostu szkoda by mi ich było wziąć na aż tak długi bieg, bo znając mnie bym je jeszcze zniszczyła (nie wiem jak, ale na zawodach dziwne rzeczy się dzieją..), a chciałam się tymi słuchawkami jeszcze trochę pocieszyć! Poza tym nie biegłam sama, miałam przecież na wyłączność swojego Zająca, więc Jego rad miałam słuchać, a nie muzyki :D 

Co więcej to miał być mój debiut na tym dystansie, a nie słuchawek! One na swoje pierwsze biegowe zawody muszą jeszcze chwilę poczekać - na Krakowski Bieg Niepodległości :) zatem o tym, jak słuchawki sprawdzają się na zawodach, opiszę w relacji z biegu!


Kto biegł w 2. PZU Cracovia Półmaraton, ten w pakiecie dostał także ulotki promujące tenże sklep. Tym natomiast, którzy udziału w zawodach nie brali, prezentuję je na zdjęciu poniżej.





Jak wspomniałam, słuchawki miałam już chwilę przed półmaratonem. Nawet prawie od razu je odpakowałam, pooglądałam i w ogóle, nadziwić się nie mogłam, bo wydaja się być solidnie i estetycznie wykonane (poza tą nieszczęsną literką R, o czym niżej). Jak sama nazwa wskazuje, przeznaczone są one przede wszystkim do sportu, ale kto zabroni nam w nich po prostu podróżować? :)

W komplecie poza samymi słuchawkami dostajemy dodatkowe trzy silikonowe nakładki, dzięki czemu słuchawki jeszcze bardziej staną się dopasowane do ucha użytkownika.



Natomiast, to właśnie pałąk nad uszami i na szyi nadaje im niezwykle sportowego charakteru. Odnośnie do materiału, z którego został wykonany jest, jeśli chodzi o fragment nad uszami, dość sztywny, lecz przyjemny dla ucha, nie uwiera. Natomiast to, co znajduje się już stricte nad szyją jest dość giętkie, więc żeby je złamać w tym miejscu trzeba się nieźle nagimnastykować, bo złamać się je da chyba! Może nie na wszystkie strony się ten pałąk wygina, bo jednak cechą takich słuchawek jest mimo wszystko usztywnienie, ale starcie ze mną i komputerem przetrwały, co świadczy o ich trwałości ;D również kolorystyka otrzymanych słuchawek jest jak najbardziej na plus :) Profesjonalne słuchawki sportowe to jest dopiero coś! I tak po krótkich oględzinach schowałam je do pudełka, żeby poczekały na odpowiedni moment.

W poniedziałek wypróbowałam je dopiero pierwszy raz. I to w domu na dodatek. Najpierw chciałam sprawdzić, jaki jest dźwięk, jak się je nosi, a dopiero później zabierać na bieganie. 

Na początku dziwnie się w nich czułam. Nie dlatego, że są niedopasowane. Po prostu, jak widać na zdjęciu, słuchawki te są zupełnie inne od tych niebiegowych, w których dotychczas biegałam. Jakieś elementy nad uszami, za uszami, nad szyją.. nawet przypomniały mi się straszne czasy aparatu stałego i czegoś zakładanego na noc, co tak bardzo przypomina pałąk! Na szczęście za chwilę pierwszy szok mija, złe wspomnienia uciekają i jest już tylko lepiej. W uszach rozbrzmiewa muzyka!


Nigdy z wypadającymi słuchawkami nie miałam problemu, bez względu na to, czy były to słuchawki dokanałowe, czy też te najzwyklejsze za 5zł. Jeśli jednak ktoś ma z tym problem, to dzięki pałąkowi, prawdopodobieństwo wypadnięcia słuchawek zostało zminimalizowane - ewentualne szarpanie kabla nie powinno spowodować wyrwania słuchawki (nie mówię tu o nie wiem jak mocnym szarpaniu! Ja np. byłam w stanie je wyrwać sobie z uszu, bo skończyła mi się muzyka dość dawno, a słuchawek nie chciało mi się ściągnąć ani odłączyć od komputera, więc o nich zapomniałam. I tak wstając z łóżka nie było możliwości by mi z uszu się nie wyrwały :D). Poza tym, jak wspomniałam w opakowaniu znajduje się kilka wkładek silikonowych, więc jak słuchawki są za duże/małe to łatwo to skorygować. 

Dokanałowe (naprawdę nie wiem, czemu Producent - a raczej Tłumacz opisu produktu -  uważa je za douszne..?) słuchawki, z racji tego, że są wprowadzane głębiej do ucha, dobrze wyciszają dźwięki z otoczenia.

Byłam także mile zaskoczona jakością dźwięku, wynikającą zapewne z zastosowania w nich 10- milimetrowych membran. Zdążyłam już na nich przesłuchać dość wiele piosenek z różnych gatunków, pomijając te, których moje uszy bez względu na to, w jak dobrych słuchawkach bym słuchała, nie wytrzymałyby tego (czyli techno i r&b. A że disco polo pominęłam, to chyba nie muszę pisać..?). Było zatem trochę klasyki, rapu, popu, rocka, metal też się zaplątał w playliście. Niemniej jednak moja muzyka się na nich sprawdziła dobrze - wrażenia muzyczne na plus!

Zwykłe słuchawki dokanałowe, w których do tej pory dane było mi słuchać muzykę - czy to w trakcie treningu, w domu czy w pociągu - uważałam za znośne. Jakieś pierwsze lepsze kupione w markecie czy tam w kiosku. I tak sobie z tymi słuchawkami żyłam, cierpiąc, gdy w uszach miałam je dłużej niż godzinę (do domu jadę 5 razy tyle, więc część podróży musiałam spędzać bez muzyki..). 
Z racji tego, że czekała mnie w czwartek ta strasznie długa podróż do domu, zapakowałam do torby również słuchawki, żeby się przekonać ile jestem w stanie w nich wytrzymać. I wytrzymałam długo ;) przesłuchałam zgrane piosenki, dokończyłam audiobooka i po 4godzinach stwierdziłam, że chyba warto dać jednak odpocząć uszom, ale dyskomfortu nie było, co mnie bardzo cieszy.


Jedno mnie tylko przez cały czas zastanawia, czemu na słuchawkach po obu stronach jest literka "R"? :D czyżby to tylko drobna wada produkcyjna czy faktycznie tak miało być? Jeśli to zamierzone, to nie wiem, co ma to oznaczać :(




Niemniej jednak mi i tak różnicy nie robi czy słuchawka ląduje w prawym czy w lewym uchu :D na poprzednich słuchawkach miałam też kolorystyczne oznaczenie - na prawej słuchawce był czerwony element. Ja sobie jednak wmówiłam, że ta z czymś czerwonym jest do lewego ucha. I tak przeżyłam ponad 6 miesięcy, żeby odkryć, że jest odwrotnie! Zaczęłam  nosić je już poprawnie, ale różnicy żadnej nie zauważyłam.

Pewnie wynika to z braku wprawy w noszeniu, a dokładniej zakładaniu takich słuchawek, ale ja początkowo miałam problem z odpowiednim ich nałożeniem, już jest lepiej i robię to automatycznie, czyli bardzo sprawnie. Nie stanowi to już żadnego problemu :D
Wróćmy jednak do pierwszego nakładania, które dodatkowo utrudniłam sobie włosami (dwukrotnie!). Kto mądry chciałby ubrać je gdy ma rozpuszczone włosy? Ja chciałam. Nie dość ze pierwszy raz nie wiedziałam za bardzo jak je sprawnie ubrać to jeszcze dołączyły włosy.. Przy zrobionej kitce już nie zdarzyło mi się zaplątać się w te słuchawki.
Ubrałam je także przy związanych w warkocz włosach (drugie utrudnienie!), usiłując tak ułożyć słuchawki by warkocz znajdował się na pałąku. Głupi pomysł, teraz też już to wiem! Tak się nie da, przynajmniej przy takim warkoczu, jaki ja robię, a robię najprostszy, taki tuż nad szyja. Wobec tego, aby jakoś połączyć słuchawki z tą fryzurą, warkocz musi być pod pałąkiem i tyle. Inaczej się nie da, bo koniec końców będzie tak, że albo słuchawki wypadną z uszu albo uszy po tej zabawie będą nas bolały niemiłosiernie!

Co więcej 45stopniowa rotacja jest dużym plusem słuchawek, bo można je nałożyć na uszy jeszcze przed wyjściem z domu, zaś włożyć w uszy bezproblemowo w momencie rozpoczynania biegu. Ponadto nie trzeba ich całkiem ściągać, żeby z kimś przez chwilę porozmawiać czy żeby sprawdzić czy samochód nie jedzie. I faktycznie jest to pozytywna cecha. Zwykle douszną trzeba trzymać w ręku, inaczej gdzieś się zawinie, że ciężko będzie ją znaleźć i jeszcze we włosy się wplata głupia!
.
Także w trakcie biegu było wszystko w porządku. Słuchawki nie wypadały, nawet przy mocnym czy też po prostu gwałtownym obracaniu głowy. Tak, mam tendencję do częstego oglądania się za siebie - pisałam kiedyś, że lubię czytać Kinga, a później boję się biegać wieczorami :D

Przyznam jednak, że na początku z tą rotacją miałam jednak problem. Rotacja jest zaletą, gdy ubieranie biegowych rzeczy następuje w odpowiedniej kolejności. Słuchawki bowiem nałożyć można od razu po nałożeniu bluzki, natomiast włożenie ich do uszu powinno nastąpić później. Ja zrobiłam to inaczej - czytajcie i śmiejcie się..
Dotychczas słuchawki nakładałam jako jedne z pierwszych biegowych rzeczy, żeby później uniknąć tego gimnastykowania przy przekładaniu kabla. W przypadku słuchawek też tak zrobiłam, nawet do uszu je włożyłam, a co! Później chciałam komin na to wepchnąć i opaskę na szyję, a następnie czapkę. I przy nakładaniu komina  jak i przy opasce na szyję skończyło się tak samo - słuchawki wysunęły się z ucha, a ja cierpliwie za każdym razem wkładałam je do ucha :D
Dodajcie sobie do tego, że z racji tego, że ja w czapce wyglądam, jak wyglądam (a raczej nie wyglądam ;/), nakładam ją z miliard razy zanim wyjdę z domu - żeby całą twarz mi zasłaniała!, więc się nieźle nabawiłam z tymi słuchawkami.
Ale mam nauczkę już i wkładam je do ucha na koniec, jak już skończę walkę z czapką. Chyba tak powinno się ubierać te słuchawki zawsze. Ja już je tak ubieram i nie mam tego problemu, co na początku.






Fajną cechą w tych słuchawkach wydaje się być wodoszczelność. Piszą bowiem na opakowaniu, instrukcji, stronie internetowej i wszędzie tam gdzie się tylko da, że są certyfikowane i w ogóle.
Tutaj będzie stricte technicznie, bo zasadności przyznania takiego certyfikatu nawet podważać nie próbuję, w przeciwnym razie musiałabym polać je wodą, a na to nie mam odwagi - szkoda mi tak pięknych słuchawek. Może za jakiś czas jak mnie czymś zirytują. Zatem póki co czekam albo na deszcz, albo na zawody, podczas których na punkcie odżywczym obleję się wodą i wtedy powiem Wam, jak z tą wodoszczelnością jest. Póki co, nie wypowiadajmy z tego powodu wojny i wierzmy na słowo Producentowi. Ja tak zrobię. I proszę, nie kuście mnie, bym postąpiła inaczej - a jak skusicie, to potraktuję je wodą (przyspieszony Śmigus-Dyngus), serio! :D

Także posiadają one certyfikat IPX5. Już Wam przybliżam, co się kryje pod tą nazwą :) oznacza to mniej więcej to, że przy deszczu bądź też zachlapaniu nic się ze słuchawkami nie powinno złego stać. Żadnych negatywnych konskewencji nie powinno być także przy zetknięciu tych słuchawek ze strugą wody (do 12,5 l/min) laną bezpośrednio na nie. Co ważne, słuchawki te nie mogą być raczej zanurzane - woda wówczas może doprowadzić do ich uszkodzenia.






Kilkukrotnie wspominałam już o jakimś kablu. I tak, nie są to słuchawki Bluetooth - i dobrze, nie zawsze biegam z telefonem, czasem biorę ze sobą małą mp3! Urządzenie łączy się więc ze słuchawkami poprzez optymalnej długości kabel (120cm), dzięki czemu nie trzeba stawać na wyżyny swojej bądź też cudzej kreatywności i kombinować, co też z tym kablem zrobić, by się nie plątał. Owszem, sposobów na to jest wiele, lecz przy tych słuchawkach można od razu cieszyć się przyjemnością z treningów bez wcześniejszej walki z przewodem.

Co więcej, na kablu umieszczony jest przycisk, dzięki któremu można przełączać utwory. Uff nie muszę już się męczyć z piosenkami, gdy na trening zabieram telefon, a wspominałam Wam już, że jeśli na biegu mam telefon to w kolejność playlisty nie ingeruję, bo nie uśmiechało mi się wyciągać telefonu, cierpliwie czekałam na koniec piosenki. Ale dość z tym, ciężkie czasy się skończyły :D
Przycisk ten również może posłużyć do odbierania telefonu, ponadto ma w sobie wbudowany mikrofon. Ja co prawda nie jestem zwolennikiem rozmawiania przez telefon w trakcie treningu, ale widziałam, jak co niektórzy na zawodach biegli z telefonem przy uchu, wiec może się przydać. Dziwne, lecz prawdziwe.



Jeszcze tak w ramach podsumowania kilka słów od Producenta, cobyście wiedzieli to, o czym ja nie piszę, a co może okazać się być dla Was istotne:
• Wodoszczelność poświadczona certyfikatem IPX5
• Słuchawki douszne
• Wkładki dopasowujące w trzech rozmiarach (2 x S, 4 x M, 2 x L)
• Kompatybilność z większością urządzeń audio
• Membrany: 10 mm
• Czułość: 90 +/- 3dB
• Impedancja: 32? +/- 15%
• Złącze: 3,5 mm (Jack) pozłacany
• Pasmo przenoszenia: 20Hz - 20KHz
• Długość przewodu: 120 cm 
• Mikrofon: tak

Słuchawki, jak widać powyżej, dostępne są w trzech wersjach kolorystycznych - limonkowy, czarny lub różowy. Nie wiem, kto wpadł na pomysł wysłania  mi akurat tego koloru, ale był to jak najbardziej trafny wybór! Wg mnie wyglądają najlepiej i gdybym zaszalała i miała kupić któreś z tych słuchawek, to właśnie padłoby akurat na to połączenie kolorów - jeśli chodzi o rzeczy biegowe to zawsze wybieram sobie jakieś kolory rzucające się w oczy (poza jednym - do różu się nie przekonam!) :)


Tak wszystko ładnie technicznie wygląda, więc wypadałoby w końcu napisać również, czy wygodnie się w nich biega, co? :)

Tak zazwyczaj szykujeeee się do biegania, a co! 

Na pewno muzyki słucha się na nich dobrze w domowym zaciszu bądź też w podróży - już kilkanaście godzin z nimi spędziłam i nie ma co narzekać, świetnie jest!
Przebiegłam z nimi niewiele, więc nie powiem, że są to najlepsze słuchawki świata, bo na taką ocenę trzeba jednak mieć tych wybieganych kilometrów więcej. My ze sobą przeżyliśmy póki co krótką biegową przygodę, ale nie zamierzamy jej skończyć. To, co zdążyliśmy wspólnie pokonać, było miło pokonywanymi kilometrami. Przy tych słuchawkach kabel mi się nie pląta. Dzięki temu, że kabel wyprowadzany jest z usztywnionego elementu, to ewentualne ciągnięcie  kabla nie powoduje wypadnięcia słuchawki czy też po prostu  ciągnięcia ucha. I tak tym razem całość dystansu była komfortowa. Boję się tylko, że przez brak usztywnienia samego kabla w tym miejscu, przewód w końcu się przełamie ;/ popatrzyłam jednak na inne słuchawki i mało które mają takie zabezpieczenie, więc może nie jest ono aż takie konieczne? Nie wiem, przekonam się, a Wy razem ze mną :)

Ponadto słuchawki te nie drażnią ucha, w ogóle się ich nie czuje w trakcie biegu, a co więcej z ucha nie wypadają, przynajmniej przy mojej prędkości (z górki też biegłam, więc szybko było!)  zostały na miejscu. Mimo moich niektórych obiekcji było komfortowo! A obawiałam się trochę, że ten pałąk nad szyją będzie, choć czasem, mi się obijał o głowę i kark :D na szczęście nic takiego się nie działo. Także jeśli chodzi o czapkę, to nie wiem, jaką Wy nosicie w trakcie zimowych ćwiczeń na dworze, ale w moim przypadku pałąk nie spowodował jakichkolwiek trudności w nakładaniu czapki. Myślałam, że czapka się jakoś na nim zawinie czy coś, przez co zimno w głowę będzie, ale na szczęście nie, było dobrze ;P a nawet było lepiej!, bo również przy kominie problemu nie było, w końcu pałąk nie przylega do szyi, jest dużo luzu, więc i komin, i jakiś kołnierz od kurtki nie będzie powodował dyskomfortu. Specjalnie nawet pogimnastykowałam się trochę w domu w kapturze, bo wydawało mi się, że tu pałąk o sobie przypomni :D ale nie e, może czasem kaptur mocniej otrze się o pałąk, ale nie jakoś drastycznie i nie na długo - w moim przypadku słuchawki pozostały na miejscu. Generalnie czapka, komin, kurtka, kaptur im nie straszne! Jak wyglądałoby połączenie słuchawek i opaski, tego niestety Wam nie powiem, bo nie mam jak tego sprawdzić. 
Takie słuchawki to koszt ok. 99 zł. Nie jest to wygórowana cena, biorąc pod uwagę parametry słuchawek czy też po prostu ich wygląd. O komforcie z ich użytkowania lepiej już nie będę się powtarzać.

Raz jeszcze pragnę podziękować puro.com.pl za możliwość przetestowania ich produktu.

Dobra! To tyle z mojej strony :) o słuchawkach, jak mówiłam, wspomnę jeszcze po listopadowych zawodach. A jak jeszcze wpadnę na pomysł co mogłabym z nimi zrobić, to też się z Wami podzielę. Jeśli macie wskazówki, jak tu by się jeszcze nad nimi poznęcać, piszcie śmiało, postaram się wypróbować! :)

You Might Also Like

1 komentarze

  1. Łał, obszerna, rzetelna recenzja :)
    Chciałabym mieć kiedyś podobne słuchawki, czy do biegania, czy ogólnie do ćwiczeń - moje aktualne niestety już się rozwalają, a takich dokanałowych nie noszę, bo zwyczajnie wypadają :)

    OdpowiedzUsuń