Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2016

Before her escape.. please, don't wake me up!

Dziś będzie trochę prywaty, trochę smutku, a przede wszystkim nadziei..

Mam problemy. Od jakiegoś czasu coś zaczęło się we mnie psuć. Początkowo bagatelizowałam całą sprawę - bo też ja jedna jestem na świecie? I opowiadałam dookoła, że albo coś ze mną jest nie tak, albo z zegarkiem. Po cichu liczyłam, że jednak druga opcja okaże się być prawdziwa. Celem zweryfikowania prawdziwości problemu z zegarkiem umówiłam się z Night Runnersami, że podrzucę komuś na poniedziałkowy trening zegarek, by się wreszcie dowiedzieć co szwankuje. Niestety, dla mnie rzecz jasna. okazało się, że sprzęt mam niczego sobie- działa tak jak powinien. I to ze mną po prostu coś jest nie tak.

To chyba od tego momentu zaczęłam się załamywać powoli. Kurczę, muszę zacząć działać w takim razie, bo zaczyna się robić zbyt poważnie, a co gorsza - niebezpiecznie. Przez to, że w październiku/listopadzie raczej sobie odpoczywałam od biegania i trenowałam co najwyżej w domu - całego problemu nie odczuwałam. Było pięknie! A l…

"The on­ly way to get rid of a tem­pta­tion is to yield to it." - SNIEZNICA 27.11.2016

Śnieżnicę przebiec chciałam bardzo! Już w październiku pojawił się w głowie pomysł, by zapisać się na ten bieg, ale przez natłok obowiązków zupełnie o tym zapomniałam. I całe szczęście! Tak miało być, miałam siedzieć w bezpiecznym, ciepłym domu z książką w ręku i kubkiem gorącej herbaty obok.
Jednak ni stąd ni zowąd pojawiło się pytanie: eee nie biegniesz przypadkiem Śnieżnicy? Jaka Śnieżnica, sobie myślę, co to ma być.. poszukałam i znalazłam! I przypomniałam sobie, że chciałam wystartować. Echh, cóż miałam zrobić? Z jednej strony nie biegam, z drugiej - zapowiadają się fajne zawody, więc jak nie dam rady to sobie najwyżej trochę pomaszeruję. Nie będzie chyba źle, co? I tak się tego trzymałam - i powtarzałam jak mantrę, że będzie dobrze! Cały mój spokój skończył się, gdy pochwaliłam się tym pomysłem w pracy, gdyż podsumowano go krótko - "Uważaj bo będzie bolało. Masz kijki? To w poniedziałek nie przychodzisz do pracy, tak?". Ups, w co ja się pakuję..


Ale co tam. Człowiek z…

Over and over again... - 3. PZU CRACOVIA POLMARATON KROLEWSKI

Jak rok temu był problem z podjęciem ostatecznej decyzji o starcie w Półmaratonie Królewskim, tak w tym roku było pewne, że w tym biegu wezmę udział, a to ze względu na Krakowską Triadę Biegową (miałam ukończone już dwa biegi, więc nie mogło być wątpliwości co do zapisów na półmaraton) a także na to, że miał być to nasz kolejny start i taka mała rocznica - to właśnie z tym biegiem zaczęła się moja półmaratońska przygoda.

Dzień przed półmaratonem pojechaliśmy z Kubą odebrać pakiet startowy, pooglądaliśmy troszkę expo, zahaczyliśmy o dom, żeby zostawić rzeczy i biorąc ze sobą jedynie numer startowy skierowaliśmy się na Rynek, ot tak poszwendać się, pogoda była ładna, więc trzeba korzystać. Pod wieczór pojechaliśmy na sushi party ! Moje pierwsze sushi tak swoją drogą ii przyznać muszę, że przepadłam! Trochę żałowałam, że takie jedzenie było akurat przed biegiem, zwłaszcza, że coś tam wspominałam o jakichś życiówkach na półmaratonie. Ehe, jasne, po sushi chyba sobie popłynę a nie przebie…

Come and listen.. - 10. PZU Bieg Trzech Kopców

Wiem, ostatnio u mnie na blogu zamieszczam głównie relacje z zawodów (tak, mam jeszcze ich kilka do opisania..) i tym razem też Was nie zaskoczę! 
Wspomnienia z niedzielnego (dawnego już trochę) startu czas przywołać !

10 PZU Bieg Trzech Kopców
Bieg Trzech Kopców 2 lata temu był dla mnie marzeniem. Rok temu udało mi się wziąć udział i wiedziałam, że jak wszystko pójdzie zgodnie z moimi oczekiwaniami, to stanę się stałym uczestnikiem! 
Mimo że za często nie biegam w Lasku Wolskim, a szkoda, bo pięknie tam jest - wiosną (szczególnie, bo o tej porze roku tam zaczynałam..), latem, jesienią (czyli teraz - pięknie kolorowo i jeszcze słońce, które sprawia, że wszystko jest tam piękniejsze) no i zimą (poza butami muszę zainwestować w czołówkę!) i tak określam go "swoim" miejscem.
Przed startem biegu znaleźć miałam Justynę, co było nie lada wyzwaniem biorąc pod uwagę liczbę zgromadzonych przy Kopcu Kraka biegaczy. Zrezygnowana, na kilka minut przed startem stwierdziłam, że jak nie na…

So let me tell You.. it's time for the truth

Czas na uzupełnienie relacji z zawodów. Relacji, której tak bardzo chciałam, ale wyszło zupełnie inaczej. Musiałam przeczekać i zobaczyć jak się to wszystko dalej potoczy. Dziś już wiem i ze spokojem mogę działać. Przeczytajcie..
Jeśli jeszcze nie czytaliście wpisu dot. Półmaratonu Mierzęcin,to serdecznie Was tam zapraszam, nie będzie dziś bowiem powielenia relacji, tylko uzupełnienie pominiętego tam wątku.
Już jakiś czas temu zapisałam się na Półmaraton Mierzęcin - w którym też wzięłam udział (pomijam zatargi z organizatorami, bo to jest inna kwestia).
Ten bieg miał być zupełnie inny, wyjątkowy, najlepszy. Miałam przebiec go z moją Siostrą, którą swoją drogą usilnie namawiałam już jakiś czas do biegania. W jej głowie nieśmiało zaczęła tlić się iskierka, która miała doprowadzić do zapisania się na bieg na 6 km. 
Miałyśmy przebiec to razem, razem przekroczyć linię startu i razem otrzymać medal.
Stało się jednak inaczej. Siostra nie zapisała się na bieg, nie mogła wziąć w nim udziału. …

It's your war - 38. PZU MARATON WARSZAWSKI

25 września czekał mnie kolejny maraton, tym razem w Warszawie. Jako że było to dwa tygodnie po Wrocławiu, tydzień po dłuższym 20 kilometrowym wybieganiu w Lasku Wolskim, mogłam się spodziewać, że łatwo nie będzie, ale z nadzieją patrzyłam na mapę biegu i chociażby na mój tatuaż na ręku. Co ma być to będzie, pomyślałam, gdy K. kazał mi się ustawić za prowadzącymi na 4:00 - przecież ja nie mam tyle sił w nogach, pomyślałam. Ale cóż robić - to się już zaczęło..
Pierwsze kilometry przebiegły dość dobrze. Były uśmiechy, czasem zamieniliśmy słowo. Normalnie niech tak będzie przez całe 42 km, a byłoby super. Pierwszy punkt odżywczy z wodą - napiłam się i pobiegłam dalej. Zaraz dołączył K. Powiedziałam mu żeby trzymał tempo i weryfikował czy dobrze biegniemy. Trochę podziwiałam sobie Warszawę, trochę patrzyłam pod nogi - czasem łatwiej mi się biega, gdy mam pochyloną głowę. Na jakichś mniejszych kryzysach K. przytulał, czy mówił cokolwiek, dzięki czemu po dłuższej chwili gorsze myśli ucieka…

If I don't try.. 11.09.2016 - 34. PKO Wroclaw Maraton

To, że jeden maraton mam już za sobą, to wiecie. Jednak o moich dziwnych biegowych planach Wam nie wspominałam - zawsze piszę o tym co było, a nie co będzie i tego się trzymajmy. Oto część mojego biegowego planu - Wrocław Maraton ;)
Do stolicy Dolnego Śląska wybraliśmy się z Kubą Polskim Busem (moja pierwsza podróż z tym przewoźnikiem!). Podróż minęła mi bardzo szybko - podziwiałam sobie okolice - na tyle na ile oczywiście na autostradzie można coś podziwiać i wmawiałam sobie, że nie umrę z głodu, ze wytrzymam do końca drogi :D
Plan mieliśmy taki: najpierw jedziemy po pakiety, a następnie do hosteli zostawić rzeczy i później coś pozwiedzamy i wreszcie będzie czas na jedzonko! Na Stadion Olimpijski podjechaliśmy tramwajem, udaliśmy się każdy do odpowiedniego stanowiska i dostaliśmy swoje numerki startowe! Po odebraniu pakietu podszedł do mnie Pan szukający ludzi, którzy zgodziliby się pobiec dla Szymka (akcja PKO). Ja oczywiście chętnie przystałam na tę propozycję - podałam swoje dane…

Ups.., We don't know which road leads to the finish line ! - Polmaraton Mierzecin

To będzie długi post. Dołujący. Jak Wam się nie chce czytać, to przejdźcie proszę do ostatniego akapitu i zapoznajcie się z nim :)
Pierwsze zawody w prawie rodzinnych stronach, nareszcie! Do Mierzęcina zdarzało mi się jeździć w niektóre weekendy - piękny pałac oraz spacer po tamtejszych ogrodach - uwielbiałam to miejsce. Teraz miałam okazję tam pobiegać, cieszyłam się bardzo, zwłaszcza, że miał to być mój pierwszy zawodowy bieg od maja. Zapisałam się i czekałam na 21.08.2016 r.!

Dzień przed półmaratonem jako kibic pojechałam z Kubą do Wolsztyna, gdzie rozgrywane były zawody w triathlonie. Świetna sprawa takie zawody, póki co powiem tylko, że bardzo mi się spodobało! ;)

Do domu wróciliśmy dość późno, bo dopiero o 22, a następnego dnia czekała pobudka o 5 i podróż do Mierzęcina Strzeleckiego. Rano okazało się że pogoda nie zachwyca, pada deszcz, na dworze jest tak ponuro. To dzień z tych, które powinno się spędzić w łóżku i przespać a nie przygotowywać się do biegu.. zacisnęłam jednak…

to become a healthy

Zgodnie z zapowiedziami - zaczęłam sobie biegowo działać. Wybieram sobie pory na tyle dziwne, że nikt już nie chce o tym słuchać - echh, martwią się czy raczej mają dość moich opowieści biegowych?
Ale jest cudownie! Móc tak spokojnie pokonywać kolejne kilometry, bez żadnego stresu, bez parcia na wyniki czy uznanie znajomych. Dla siebie. Móc sobie w trakcie treningu usiąść i popatrzeć w niebo. Odpocząć i przeczekać aż brzuch przestanie boleć..



I co z tego, że czasem sił nie ma, jak można sobie przeplatać bieg z marszem? :D oczywiście na te biegowe fragmenty wybieram trudniejsze trasy, coby się podbudować, że jednak mogę, że organizm coś tam jednak pamięta (czyżby?). Straszne jest to, jak po 3 tygodniach niebiegowego treningu i kiepskiego odżywiania - pobijania dziennego rekordu ilości wypitej kawy - ciało się buntuje.. Póki co nabijam sobie puste kilometry, bez jakiegoś planu, ot tak dla siebie - ile to potrwa, jeszcze nie wiem. Ma być pięknie i przyjemnie. I tak jest. I nawet coraz …

To create My World !

Dawno nie dawałam znaku życia, bo też dawno nie biegałam. Tak sobie ostatnio sprawdziłam i byłam w szoku! To już 3 tygodnie minęły, od kiedy porzuciłam swoje biegowe butki. Nie spodziewałam się, że tak szybko czas leci. Ale, ale - już wracam tutaj, przynajmniej na dłuższą chwilę - relacjonowanie, komentowanie, taaak, będzie się działo!




Nie wiem, jak niektórzy po kontuzji szybko wracają do formy. Ja mam za sobą co prawda już kilka treningów, ale ciężko jest. I nie widzę, żeby ta moja forma wracała. Ona buduje się na nowo, całkowicie, nie odbudowuje. Może nie byłoby w tym nic złego albo też łatwiej byłoby mi przyjąć tę biegową niemoc, gdyby nie to, że przez czas mojej absencji coś w tym domu robiłam - ćwiczyłam! Ładnie, pięknie systematycznie.. i co z tego mam? Może chociaż dzięki temu uniknę kontuzji ;)







Czas zacząć kontynuować tę biegową przygodę, by znów było pięknie, by bieganie znów cieszyło, jak kiedyś ! 

Do dzieeeełła, Moi Drodzy! ;))

JEST MOOOOC !

LifeWithRun i jej maraton – 15. Cracovia Maraton