Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2016

It’s getting started ! ! ! Halfmaraton under 2 hours

Złamałam dwie godziny w półmaratonie. W sumie tak naprawdę nie tylko je złamałam. Ja je rozniosłam w pył, rozgromiłam! Przynajmniej tak się czułam, gdy przekraczałam linię mety.
Za sobą miałam dłuższe wybiegania – wpadło 20 km, innym razem 30. Jednak żaden z tych biegowych treningów nie był ściśle wykonany pod półmaraton. Ot miałam ochotę się z zmierzyć z dłuższym dystansem, nic więcej. Wiem, głupia jestem, że się systematycznie nie przygotowuję i szukam wymówek, mimo że czasem nie ma na moje lenistwo żadnego usprawiedliwienia.
Wobec tak marnych przygotowań stresowałam się trochę samym startem. Gdzieś tam z tyłu głowy czaiła się myśl o złamaniu 2 godzin, ale nie byłam pewna, czego mogę spodziewać się po swoim organizmie. Czy dam radę przebiec tak długi dystans bez przygotowań odbywanych stricte pod półmaraton? Coś tam sobie biegałam, bo żyć bez biegania nie umiem, ale żeby treningi tempowe, siłę biegową czy nie wiem co tam jeszcze można sobie poprawiać, nie myślałam odbywać. Nie chce mi…

Don't be a machine..

Generalnie jest tak, że poddają się słabi. No w końcu jak to tak można zrezygnować? Przyznać się albo do błędu, albo do bezsilności? Przecież trzeba być idealnym. Perfekcjonizm. Ochh jakie to piękne słowo! Profesjonalista, ileż osób się tym mianem określa, w sytuacji, gdy z profesjonalistą nic wspólnego nie mają. Wręcz przeciwnie. Trzeba być wzorem do naśladowania. Nie okazywać słabości. Być silnym. Słabi się poddają. 
Co powiedzą gdy nie będzie nowego posta przez dłuższy czas? Co powiedzą znajomi, jak na endomondo nie zobaczą kolejnego treningu? Co powiedzą w pracy, gdy przyjdę zaspana i ledwo żywa po ciężkim treningu?  Co zrobię, gdy będzie kontuzja?
A czy wzorem do naśladowania nie będziemy także wtedy, gdy ogłosimy wszem i wobec, że przegraliśmy i nie wiemy co dalej? Że życie okazało się być dla nas w pewnych aspektach zbyt trudne lub zbyt dużo jednocześnie rzeczy się zdarzyło, żeby móc to wszystko bezboleśnie przejść? Jednak nie poddajemy się, walczymy może z mniejszym zapałem, …

Home is only one..

Są chwile, kiedy zwyczajnie mi ciężko, smutno. Chwile, kiedy usiadłabym z kawą w ręku, zapaloną świeczką i patrzyła się bezmyślnie przez okno. Z oczami pełnymi smutku. Tak po prostu.  Niby nic się nie wydarzyło, wszystko zmierza w dobrym kierunku, ale w głębi duszy czuję, że coś jest nie tak, jak być powinno. 


Za kilkanaście godzin czeka mnie dłuższe wybieganie. Nie napiszę tym razem, że na samą myśl o wyjściu na trening skaczę z radości. Nie jest tak. Nie wiem nawet w którym kierunku mam pobiec. Zakrzówek, Las Wolski czy Bulwary? Może stadion? Będzie cokolwiek, byleby zacząć ruszać nogami, reszta sama się wyklaruje. I nie, tym razem 30 km nie będzie :) bo już za 8 dni półmaraton, trzeba się oszczędzać! A za dwa tygodnie Święta - w końcu pojadę do domu. I tam, jak dobrze pójdzie, czekać będzie na mnie dłuższe wybieganie z Pieskiem ii świeże powietrze ;)



i czas znów szybko minie, ledwo zdążę się rozpakować, trzeba będzie znów z ciężkim sercem wsiadać do pociągu, znów jechać, znów zaci…

MY FIRST 30 KM ! - I run through this unexpected world ! :)

Tak wszyscy dookoła sobie chwalą te cotygodniowe parkruny, że jest fajnie, bo miła atmosfera, ludzie przesympatyczni, no i czas się jeszcze mierzy. Czemu by nie skorzystać, nieprawdaż?



Mnie od parkrunów odrzucały dwie rzeczy. Na Błonia mam troszkę daleko, więc jeśli chcę szybko przebiec i spróbować walczyć o życiówkę  powinnam dojechać tam komunikacją miejską, a nie porywać się na przebiegnięcie dodatkowych 5 km przed. Ponadto, same Błonia. Narzekam gdzie się tylko da na nie. Nie lubię ich i tyle. Dłużą się jak nie wiem co, jedna dłuuuuuga prosta :(
Ale ostatnia sobota była dniem wyjątkowym. Nie wiem co to się stało, co przyświecało mi w momencie, gdy zadecydowałam, że tak, pójdę na parkrun i zobaczę jak to jest. Czy faktycznie powinnam żałować, że nie przybywam tu co tydzień. Jednak rano wstałam, wyjrzałam przez okno i ... cały mój zapał uciekł. Nie było słońca, nie było ciepło. Było tak.. nieidealnie. Nie tak, jak miało być na moim pierwszym parkrunie. Wróciłam do łóżka, wzięłam ks…

"To nasza historia, nasza duma.."

W ubiegłym roku bardzo chciałam wziąć udział w Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Ostatecznie jednak w Krakowie nie był organizowany ten bieg. A ja, jak to na mnie przystało, nie jeżdżę za zawodami, wobec tego z medalem i samym biegiem musiałam się pożegnać.

W tym roku miało być inaczej. Kraków był jednym z miast, w którym odbywał się ten bieg. Zapisałam się na zawody, nawet opłaciłam start, odebrałam pakiet. I po tym jak miałam go już u siebie w pokoju, okazało się, że muszę wyjechać, w sobotę, dzień przed zawodami. Żeby pakiet się nie zmarnował, chciałam go komuś podrzucić, ale jakoś zainteresowania nie było. Cóż. Numer pozostał mi na pamiątkę.

Na niedzielę wylądowałam w Poznaniu. Tam również był organizowany Bieg Tropem Wilczym. Ooo jak super! Miałam nawet pakiet, dzięki czemu spokojnie mogłam wstać koło 7 i wystartować o 9:30. Marzenia się spełniają :)
Pogoda nie dopisała. Strasznie zimno było z samego rana, a ja nie miałam ani kurtki ani buffa :( na starcie zamarzałam. Zamarzała…