Przejdź do głównej zawartości

Oh, I'm happy here !

Witajcie Moi Drodzy!



Od dawna mnie tu nie było - już mówię co jest! Na zawody się nie zapisuję - najbliższe pewne starty to Bieg Trzech Kopców, później Poznań Maraton (Korona Maratonów Polski się sama nie dokończy..) :D wcześniej nic nie mam biegowego w kalendarzu - zastanawiam się jeszcze i może dorzucę jakieś dwa biegi górskie i tyle mojego zawodowego biegania.


Tak, dobrze widzicie, uciekłam od zawodów. Medale medalami, atmosfera atmosferą, pakiety startowe pakietami startowymi - ale jeśli mam wybrać: opłacić zawody czy kupić książkę, to (ciekawe czy wiecie..) wolę kupić książkę a na trening pójść do Lasu, o tak, dla siebie i ze sobą. Bez zastanowienia! :)


Jednakże to, że zrezygnowałam w sporej mierze ze startów w zawodach, wcale nie oznacza, że porzuciłam sportową część życia. Co to, to nie. Nie umiałabym tak, a jak doprowadzam do sytuacji, gdy trening był wieki temu (tj. max 3 dni wcześniej) to przestaję być sobą. Nie martwcie się więc, bo trenuję - i powiem nawet więcej - sporo się z tymi treningami dzieje!



Ostatnio moja sportowa część życia się rozwija. Do mojej biegowej aktywności dodałam sobie spacery, siłownię i rower :) Basen nadal leży - kiedyś w końcu na pewno uda mi się dobrać czepek! Echh, wystarczy, że włosy mi się tam zmieszczą, nie muszę wyglądać zjawiskowo..

Jak to u mnie z tymi sportami przy dość przepełnionym dniu? Jak wszystko to łączę? No właśnie nie łączę.. u mnie kalendarz sportowy (i nie tylko ten) wygląda dziwnie, bardzo, lepiej w niego nie zaglądać ;) 


Biegam nadal mało intensywnie, ale ciągle biegam ;) i bawię się świetnie! Chcąc nie chcąc wciąż jestem na etapie, kiedy nie kontroluję tempa, bo nie powinnam się na tym skupiać. Myśleć mam przede wszystkim o sobie i zdrowiu - robi się źle = koniec/przerwa w treningu.

Z bieganiem wychodzi bardzo różnie. Jak przystało na osobę, która nie toleruje gorąca - treningi znoszę źle. Albo nie, powiem inaczej - trening sam w sobie nie jest zły, bo zawsze się można zatrzymać by złapać oddech czy napić się wody, natomiast mój wygląd po takim treningu pozostawia sporo do życzenia. Obrazowo: wyglądam tak, jakbym przed chwilą wyszła z wody :D

Plusem jest jednak to, że przez te ciepłe dni nauczyłam się biegać z butelką wody. Jak kiedyś sprawiało mi to dużą trudność, tak teraz nie mam problemu z tym by złapać 0,75l butelkę wody i pognać na trening. (o tym, jak ważne jest nawodnienie przeczytacie prawie wszędzie)




Spacery wyszły niespodziewanie, rzec można, że były przymusowe. Okazało się, że 20-kilometrowe spacery muszą być - bo jak inaczej sobie radzić, gdy człowiek nie biega i na siłowni nie jest i na rower nie może pójść. Endorfiny gdzieś znaleźć trzeba - i tak, na spacerach też są :D O spacerach więcej nie ma sensu pisać - spaceruje każdy. A moje spacery poza ilością pokonywanych kilometrów nie są takie super, że mogłabym się określić mianem chodziarza. Także spacer jak spacer.. nic więcej.



Siłownia. Ile ja się zastanawiałam czy się na nią zapisać. Ile się pojawiło myśli typu - czy jak się zapiszę, to będę tam chodzić, czy nie będzie mi głupio  ćwiczyć? A jak się okaże, że nie będę wiedziała jak korzystać z tych wszystkich maszyn i ostatecznie będzie tak, że pójdę na siłownię sobie popatrzeć - i co lepsze - popatrzeć na maszyny, a nie na ćwiczących tam mężczyzn!

Po pierwszej wizycie przestawiłam się na tryb "ćwiczę na siłowni i mam nadzieję, że nikt nie zwraca na mnie uwagi". Chyba dobrze, że jednak zwracają i poprawiają technikę jak coś robię nie tak. W końcu lepiej czuć się przez chwilę skrępowana, ale zacząć wykonywać prawidłowo ćwiczenia, niż robić coś dla samego robienia i jeszcze wyrządzić sobie tym szkodę :D przyznaję - zwracano mi już uwagę, radzono, jak łatwiej wykonywać ćwiczenia, a także poprawiano moją nieprawidłową technikę. I tak jest super, tylko dużo czasu potrafię na takiej siłowni spędzić.
Wykonuję sobie sekwencje ćwiczeń - głównie siłowych (coraz więcej powtórzeń, coraz większe obciążenie) i dzięki takiemu wzmocnieniu mięśni będę mogła intensywniej biegać.

Nawet na zorganizowany trening udało mi się pójść. Niestety, ten pomysł nie był jednak udany. Okazało się, że dla moich nieskoordynowanych ruchów tempo było za szybkie i ćwiczenia zmieniane za często. Po takich ćwiczeniach okropnie bolały mnie stawy i inne takie, znaczy nadal bolą - Lekarzu nadchodzę! :( 






Rower. Rower jest super! To moje pierwsze rowerowe wakacje w Krakowie. Ostatnio tyle kilometrów pokonywałam będąc w gimnazjum lub liceum. Nie jeżdżę na nim oczywiście z zawrotną prędkością. Pod strome górki też nie jestem w stanie podjechać - ale do czasu! Prędzej czy później pokonam je w całości na kółkach - i to dwóch. A teraz jest pięknie rekreacyjnie, zwiedzam sobie Kraków. Najlepsze jest to, że takie ponad 30-kilometrowe przejażdżki nie męczą tak jak bieganie. Tylko tak mało kalorii się spala :(





























Mimo wszystko nadal najbardziej podoba mi się bieganie - możliwość przebywania w samotności, z głośną muzyką i myślami w nocnym Krakowie..




Powiedz sobie, co daje Ci szczęście. Rób to, co kochasz :)










Komentarze

  1. Super, że wróciłaś i pojawił się nowy post :) Od razu pojawił się uśmiech na twarzy. Bieganie jest super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wpis. Jesteś dla mnie mega inspiracją. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie takie same odczucia :)

      Usuń
  3. Bardzo fajny blog. Podobają mi się zdjęcia, które są tutaj umieszczone. Lubię w wolnej chwili przeglądać blogi tego typu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ze sportem Ci do twarzy :) Bieganie to najlepsze co można dla siebie zrobić. Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny blog. Takie wpisy są ogromną inspiracją. Świetny

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny blog. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Będę tutaj napewno częściej zaglądać. Super

    OdpowiedzUsuń
  7. Wielki podziw dla Ciebie za to że biegasz i jesteś aktywna :) Powodzenia i życzymy dalszych sukcesów na sportowej płaszczyźnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam tak pozytywne osoby. Fajnie, że dzielisz się swoimi doświadczeniami na blogu. Jesteś dla mnie wielką inspiracją. POzdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  9. Super fotki :) Robią bardzo duże wrażenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten blog jest dla mnie dużą inspiracją. Lubię przeglądać takie stronki w wolnej chwili. Będę na pewno częściej tutaj zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny blog. Uwielbiam przeglądać blogi tego typu. Jestem pod wrażeniem i na pewno będę częściej tutaj zaglądać ponieważ jest to dla mnie ogromna inspiracja.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo fajny blog. Lubię taką tematykę. Będę częściej tutaj wpadać.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Will I see you again? - SZCZAWNICA 21.05.2017 R.

Tyle rzeczy mam Wam do opowiedzenia, a taka pustka mnie ogarnia, gdy siadam przed komputerem i chcę napisać kilka słów -  tak,  wiemy już, że na kilku się nie kończy, przynajmniej w moim przypadku, gdy opisuję relację z biegu.
Nie przedłużając - dzisiaj przybywam do Was z niedzielnym biegiem. Znaczy nie! Pozwólcie, że powiem wprost - z półmaratonem górskim ! :) Moja Droga Szczawnico, o Tobie mowa :D słuchajcie co się tam działo :)
Do Szczawnicy początkowo miałam jechać z kolegą; plany się zmieniły, a raczej kolega przypomniał sobie, że po zawodach ma koncert i musi bardzo szybko wracać. Niepewna swojej kondycji, zwłaszcza po sprawdzeniu wyników z poprzedniej edycji biegu, stwierdziłam że lepiej będzie jak pojedziemy osobno - żadne z nas nie będzie się stresowało tym, że nie zdążę pojawić się o czasie na mecie.
I tak właśnie decyzja podjęła się za mnie - wybrany został transport oferowany przez organizatora. O 7 mieliśmy wyruszyć, wstać więc musiałam przed 5 - niby bardzo wcześnie, a …

We run away.. PERLY MALOPOLSKI - KOSCIELISKO 17.09.2017 R.

Najwyższy czas na relację z biegu wspólnie zaplanowanego w Szczawnicy, potwierdzonego w Zawoi - takiego koleżeńskiego, z uśmiechami, pomocą na trasie.. Czas na Kościelisko!
Z Krakowa do Kościeliska wybraliśmy się razem z Mikołajem i Emilką. Na miejscu miała czekać na nas Karolina z Natanem i Milanem. Jak się okazało byli też i rodzice Karoliny, którzy podratowali Mikołaja śniadaniem, a mnie i Emilię kanapkami na drogę powrotną ;) mając dużo czasu zaczęliśmy się rozglądać za depozytem, szatniami, prysznicem. Spotkaliśmy Organizatora, który powiedział nam gdzie, co i jak. Opowiedział chwilę o wcześniejszych edycjach biegu. Spytaliśmy się go, czy będzie błoto? Na co odparł: "Błoto? Nie, błota nie. Za to będzie duuużo błota." Cieszyć się? ;)
Jako pierwsze swoje zawody miały dzieci. Oczywiście poszliśmy kibicować Natanowi i Milanowi, którym to udało się zdobyć - każdemu w swojej kategorii wiekowej - pierwsze miejsce. Gratulacje chłopaki! :)
Następnie musieliśmy się szybko przebr…