We run away.. PERLY MALOPOLSKI - KOSCIELISKO 17.09.2017 R.

21:43:00

Najwyższy czas na relację z biegu wspólnie zaplanowanego w Szczawnicy, potwierdzonego w Zawoi - takiego koleżeńskiego, z uśmiechami, pomocą na trasie.. Czas na Kościelisko!

Z Krakowa do Kościeliska wybraliśmy się razem z Mikołajem i Emilką. Na miejscu miała czekać na nas Karolina z Natanem i Milanem. Jak się okazało byli też i rodzice Karoliny, którzy podratowali Mikołaja śniadaniem, a mnie i Emilię kanapkami na drogę powrotną ;) mając dużo czasu zaczęliśmy się rozglądać za depozytem, szatniami, prysznicem. Spotkaliśmy Organizatora, który powiedział nam gdzie, co i jak. Opowiedział chwilę o wcześniejszych edycjach biegu. Spytaliśmy się go, czy będzie błoto? Na co odparł: "Błoto? Nie, błota nie. Za to będzie duuużo błota." Cieszyć się? ;)

Jako pierwsze swoje zawody miały dzieci. Oczywiście poszliśmy kibicować Natanowi i Milanowi, którym to udało się zdobyć - każdemu w swojej kategorii wiekowej - pierwsze miejsce. Gratulacje chłopaki! :)
Następnie musieliśmy się szybko przebrać - za chwilę mieliśmy swój start. Rzeczy wrzuciliśmy do samochodu, aby po ukończeniu zawodów uniknąć kolejki do depozytu.


Było co prawda bardzo zimno, po godzinie biegu miał zacząć padać deszcz. Nie wiedzieliśmy za bardzo jak się ubrać na trasę. Ostatecznie zadecydowaliśmy, że biegniemy na krótko, przecież aż tak zimno nie będzie, chyba.. Rodzice Karoliny proponowali mi kurtkę na chwilę przed startem, ale wolałam się już przyzwyczajać powoli do temperatury, więc zostałam w koszulce i spodenkach. Zanim jednak udaliśmy się ustawić do biegu Milan swoją zabawką wywróżył nam powodzenie. Stojąc już na starcie przybiliśmy jeszcze piątki mocy z Natanem i Milanem - powiedzieli, że dzięki tym piątkom przybiegniemy szybko na metę. Także będąc podwójnie zaczarowanym przez chłopców wiedzieliśmy, że będzie dobrze! Poczekaliśmy trochę i za chwilę zaczęliśmy bieg.

Wystartowaliśmy razem. Czekało nas pięknych ponad 20 km - na dwóch pętlach. Jeśli o mnie chodzi, to nie lubię powtarzać tej samej trasy, ale w takim towarzystwie nie miałam się czego bać, wiedziałam że to będzie dobry bieg.

Zaczęło się. Na początku biegliśmy dość powoli, żeby się rozgrzać i poznać trasę, ale też dlatego by zostawić siłę na drugą pętlę. To był zarówno dla Mikołaja, jak i dla Emilki pierwszy tak długi dystans. Moim zadaniem było utrzymywanie takiego tempa, by zmieścić się w limicie oraz by nie poddali mi się w połowie dystansu.

Początek był całkiem przyjemny - w końcu to zbieg. To nic, że po niecałym kilometrze czekał na nas podbieg. To nieistotne, ważny był zbieg, przynajmniej wtedy. Biegnąc zachowawczo na połowie pierwszego podbiegu przeszliśmy do marszu porozmawialiśmy chwilę. Kiedy tylko zrobiło się w miarę płasko (albo przestało być stromo - mimo że szczególnie stromo tam nie było) powróciliśmy do biegu. Niektórych odcinków nie dało się przebiec, aż taka szalona nie jestem, by na pierwszej pętli wbiegać prosto w kałużę. Wobec tego wraz z pozostałymi biegaczami zaczęliśmy biec równolegle do wytyczonej trasy. Gdzieś ktoś z tyłu zaczął krzyczeć, że skoro nie biegniemy wyznaczoną trasą, to nie powinniśmy mieć pretensji do Organizatorów w przypadku, gdy pokonamy mniejszy/większy dystans. Nie wiem, skąd się tej Biegaczce wziął ten pomysł.. 

Na końcowym zbiegu stali miejscowi kibice z transparentem "KTO WAS NA TO NAMÓWIŁ?", który szczególnie Mikołajowi przypadł do gustu..

Pierwsza pętla minęła nam bardzo szybko i przyjemnie. Emilia z Mikołajem dziwili mi się, że mimo tych już 10 km w nogach, nie są zbytnio zmęczeni. I bardzo dobrze! Cieszyło mnie to, spojrzałam na zegarek i rzuciłam luźną propozycję by na drugiej pętli utrzymać przynajmniej dotychczasowe tempo. Pełni nadziei przystali na mój pomysł pokonania półmaratonu górskiego poniżej 3 godzin. Skoro tak, to musieliśmy porzucić kubki z wodą i opuścić punkt odżywczy.

Najwyższy czas zacząć przemierzanie drugiej pętli..



Na drugiej pętli złapał nas deszcz, ale na szczęście nam to w ogóle nie przeszkadzało. W końcu i tak mieliśmy już całe przemoczone, ubłocone buty i nogi - a deszcz? No cóż, dzięki niemu będzie tylko więcej kałuż. A kto nie lubi kałuż, co? :) Jedyne czego się obawiałam to burzy.. próbowałam zwalczyć myśli, że skoro pada, to jest duże ryzyko i na burze - w końcu taka była prognoza pogody.. Ta druga pętla miała być przeznaczona wyłącznie na zabawę, dlatego też nie było już takiego unikania błota. Tym razem tak często "przypadkowo" lądowałam nogą w błocie, ale tak chyba miał już każdy.

Z jedną Biegaczką co jakiś czas zamieniałyśmy się w prowadzeniu. Tak, tu nie było zbyt łatwo - trzeba było oceniać na bieżąco, którędy wyznaczona została trasa, którą ze ścieżek wybrać - czy łatwiej będzie przebiec dołem czy górą - gdzie mniej będzie błota?, gdzie będzie bezpieczniej? Następnie trzeba było ocenić, czy lepiej wbiec w kałużę czy usiłować ją ominąć, ryzykując spektakularny upadek w tę właśnie omijaną kałużę. Ja na szczęście w żadnym błocie nie leżałam, jednak bywało i tak, że wbiegałam wprost w kałużę, którą akurat próbowałam przeskoczyć - da się.

Na zbiegach wolontariusze powtarzali, żeby się nie rozpędzać, na drzewach wisiały ostrzeżenia "Ostrożnie! Zwolnij", a przez deszcz było tylko coraz bardziej ślisko. W lesie wolontariusze w przeciwdeszczowych pelerynach wyglądali jak duchy, tylko takie kolorowe :D Ja i tak zbiegi pokonywałam dość szybko, przez co później na dole w oczekiwaniu na Mikołaja i Emilię musiałam albo biec bardzo powoli, albo przejść do marszu.

Pod koniec Mikołaj zaczął mieć problemy ze skurczami. Niestety nie miałam magnezu by go poratować. Na szczęście był bardzo dzielny i zamiast narzekać, przystawał jedynie na moment, rozciągał bolące mięśnie łydek, aby po chwili, gdy zaczynało być choć trochę lepiej kontynuować bieg. I tak przez następnych kilka kilometrów.


Z bolącymi mięśniami, z 20 km w nogach, z przemoczonymi ubraniami, z ubłoconymi butami, ale przede wszystkim z uśmiechami przekraczaliśmy metę w Kościelisku.



Trasa nie okazała się być straszna, ani pod względem ilości podbiegów, pętle też nie dały się we znaki. Cieszę się, że udało nam się dobiec na metę w takim składzie, w jakim zaczęliśmy bieg. Całą trasę razem. Jestem z Was dumna! I dziękuję, że mogłam Wam towarzyszyć na trasie - zawsze to więcej uśmiechów i jakoś tak raźniej..

Dziękuję Wam :)

You Might Also Like

9 komentarze

  1. Warto poświęcić swój czas na bieganie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny blog. Ta stronka jest dla mnie dużą inspiracją i daje dużo pomysłów. Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Biegacze zasługują na wielkie brawa. To nie lada wyczyn biegać długie i trudne dystanse :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bieganie zawsze super. Pozdrawiam :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny blog. Bardzo lubię blogi o tematyce zdrowia. Jestem pod wrażeniem i na pewno będę tutaj częściej zaglądać. Nie mogę się doczekać nowych wpisów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam przeglądać blogi tego typu. Ten jest jednym z fajniejszych. Jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń